Forum www.bonanza.pl Strona Główna www.bonanza.pl
miłośnicy serialu Bonanza
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The First Born
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza -odcinki -fanfiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 17:52, 03 Sie 2013    Temat postu: The The First Born

Czekamy na pojawienie się panny Priscilli.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:03, 03 Sie 2013    Temat postu:

Czyli nowa kobieta w miasteczku - to wyzwanie dla Adama. Ciekawe, jak zareaguje Wink A może Clay się nią zainteresuje? Rika, ja Ci źle nie życzę, ale klimatyzację wyłącz. Powinna od czasu do czasu odpocząć, a Ty sobie postukaj w klawiaturkę Smile Kiedy dalszy ciąg?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:33, 03 Sie 2013    Temat postu:

Powinnam może wyjaśnić, że:

"W Bostonie, Massachusetts w 1873 r. Anna Eliot Ticknot założyła Towarzystwo do Popierania Nauki w Domu (the Society to Encourage Study at Home) i stworzyła metodę nauczania polegającą nie tylko na ocenianiu studentów, ale i wymianie korespondencyjnej między kursantami. W Towarzystwie nauczano 24 przedmiotów z 6 działów (Historia, Nauka, Sztuka, Literatura, Francuski i Niemiecki). Każdy kurs trwał miesiąc - dodatkowo do każdego z nich dodawane były listy lektur oraz testy sprawdzające. W trakcie 24 letniej historii organizacji, w kursach uczestniczyło ponad 10000 studentów."

Na potrzeby fanfiku przesunęłam to wydarzenie o 10 lat ale reszta się zgadza.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rika dnia Sob 20:20, 03 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 22:43, 04 Sie 2013    Temat postu:

Tylko miesiąc? Jestem zawiedziona dokładnością kursu, ale to mi wyjaśniło długość 'przetrzymywania' Adama w domu.
I fajnie, że masz coś na poparcie wydarzeń z fanficku, jakiś materiał źródłowy Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:47, 05 Sie 2013    Temat postu:

Te kursy można było łączyć, co daje więcej możliwości "przetrzymywania" Adama w domu Very Happy


Część VI

Adam wracał z północnych pastwisk starym szlakiem mustangów. Dawno już tędy nie jechał, ostatnio ciągle się śpieszył i wybierał najkrótszą trasę do domu. Cóż, dorosłość zabiera nam „nicnierobienie”. Dziś pozwolił sobie na ten wyjątek, potrzebował przestrzeni i ciszy na odpoczynek i świeże spojrzenie na decyzje, które go czekały.

Gdy był młodszy często wybierał tę trasę. Fascynowało go jak dzikie konie skaczą przez przełęcz, zaledwie sto metrów od szlaku. Właściwie to nie była przełęcz, raczej głęboka szczelina w skałach, na górze miała niewiele ponad dwa metry, w głąb - kilkanaście. Ciągnęła się przez wiele mil. Mustangi rozpędzały się i skakały na drugą stronę tak, jakby tej dziury w ogóle nie było. Ciekawe, czy ciągle tak robią?

Adam rozglądnął się, czy jakiegoś stada nie widać ale wkoło było pusto. Zsiadł z konia, żeby się napić i dać mu odpocząć. Zdjął mu też siodło i położył się na ziemi, podkładając je sobie pod głowę. W pewnej chwili usłyszał tętent kopyt. Ucieszył się, że znowu zobaczy dzikie konie.

Tymczasem zza skały wyłonił się samotny jeździec na koniu. Drobny, jeszcze dzieciak. Pędził w stronę przełęczy, jakby go Indianie gonili. Adam rozglądnął się niespokojnie. Nikogo i niczego za jeźdźcem nie zauważył.
- Stój!!! - krzyknął z całych sił ale chłopak nie zareagował. W dalszym ciągu pędził wprost na rozpadlinę. Ta dziura jest zbyt niebezpieczna dla konia z jeźdźcem! A jeśli wpadną do środka?! Stamtąd nie da się wyjść! Adam przestraszył się. W pospiechu osiodłał konia i pognał w stronę jeźdźca. Może jeszcze zdąży go zatrzymać?

Nie zdążył. Chłopak spiął konia i poszybował nad przepaścią. Adam odruchowo zrobił to samo. „Leć, Sport!” - zdążył tylko pomyśleć zanim wylądowali po drugiej stronie. Kiedy znalazł się obok chłopaka, chwycił go za kurtkę i ściągnął z konia. Razem upadli, Adam usiadł chłopakowi na plecach i przygniótł go do ziemi.
- Ty idioto!!! Chcesz się zabić?! Co ty wyprawiasz?!
- Puszczaj! - wrzasnął chłopak ochrypłym od kurzu głosem.
- Przez ciebie najadłem się strachu na następne dziesięć lat! Jak już nie dbasz o siebie, to pomyśl o koniu! Jego też chcesz zabić? Dlaczego w ogóle skakałeś przez tę dziurę? Goni cię ktoś?
- Nikt mnie nie goni. Zejdź ze mnie! To boli!
- Boli? I dobrze! Powinienem ci złoić tyłek, szczeniaku!

Adam zszedł z pleców chłopaka i odwrócił go, żeby sprawdzić, czy go przypadkiem nie zna. Popatrzył na jego wykrzywioną grymasem wściekłości twarz i szybko zabrał ręce z jego kurtki. Odsunął się zmieszany. Przed nim leżała piękna dziewczyna - umorusana pyłem i ziemią, ale wciąż piękna.
- Masz mi coś jeszcze do zaoferowania? - wycedziła przez zęby i wytarła rękawem usta. - Tak postępujecie z kobietami w Nevadzie?
- Kobiety w Nevadzie nie jeżdżą w męskim stroju, nie uganiają się konno po górach i nie skaczą przez przełęcze, na których mogą stracić życie. Przeważnie.
- A co robią? Siedzą w domu i dziergają mężom skarpety? Przeważnie?
- Te, które mężów mają. Bo są również takie, które nad tę kobiecą powinność przedkładają gonitwy po pustyni i zajeżdżanie koni na śmierć. Te mężów nie mają i raczej nie będą miały.

Dziewczyna rzuciła okiem na swojego konia. Nic mu nie było, spokojnie stał obok. Cały i zdrowy.
- Są tu pewnie też panowie pozbawieni wdzięków owych dam. Pozbawieni na zawsze, bo żadna nie reflektuje na przyjemności, które jej ci panowie obiecują.
- Panowie nie są na te wdzięki łakomi. Zwłaszcza, jeśli owe wdzięki właścicielki chowają w męskich portkach i pod męskim kapeluszem.
- Nic ci do tego, co one chowają i w czym! - krzyknęła i aż zmrużyła oczy z wściekłości. - Kto ci kazał łapać mojego konia?! O mało nas nie zrzuciłeś w przepaść!
- Więc to moja wina, tak?
- A czyja?! Jadę sobie spokojnie... no, dobrze, nie spokojnie, ale jadę sobie a tu nagle wypada na mnie z boku jakiś bandyta i krzyczy „stój”! Uważasz, że powinnam się zatrzymać i uśmiechnąć, tak?!
- Nie widziałaś tej przepaści?
- Oczywiście, że widziałam. Chciałam przed tobą uciec. Myślałam, że chcesz mnie napaść. Gdybyś mnie nie gonił, to bym podjechała do krawędzi i zawróciła.
- Masz jakąś broń?
- Nie. Gdybym miała, to już byś nie żył. Przestraszyłeś mnie! Też się najadłam strachu na całe dziesięć lat!

Adam pomilczał chwilę, jakiś sens w tym był.
- No, cóż. Przepraszam. Chciałem ci uratować życie.
- No, cóż. Przyjmuję przeprosiny ale teraz bądź łaskaw nie patrzeć. - Wstała otrzepując ubranie. - Muszę się dostać na drugą stronę, żeby wrócić do domu.
- Co?! Chcesz przez to skakać jeszcze raz?! Nie zauważyłaś jeszcze, jakie to niebezpieczne?!
- Mój dom jest po tamtej stronie. Ja jestem tutaj. To co według ciebie mam zrobić?
- Objechać tę górę i wjechać na nią z drugiej strony. Tam jest droga – wskazał jej stromą i wąską ścieżkę w dół.

Dziewczyna popatrzyła na niego i dała za wygraną. Rozsądnie mówił.
- Dobrze. Złapmy nasze konie. Pewny jesteś, że tu się da zjechać? Strasznie wąsko...
- Jestem pewny, już tędy zjeżdżałem.
- To może przez tę przełęcz też skakałeś? - domyśliła się szybko. - I co, nikt ci nie złoił tyłka?
- Nie twoja sprawa. Ruszajmy. Panie przodem.
- O, nie. Nie jadę pierwsza. Tam jest strasznie stromo. Ty prowadź, znasz tę drogę.

Adam wjechał w wąski przesmyk. Odwrócił się w siodle i zamarł. Dziewczyna nie jechała za nim. Zawróciła i właśnie nabierała prędkości przed skokiem. On nie mógł szybko zawrócić, na ścieżce było zbyt wąsko. Zjechał parę metrów do miejsca gdzie ścieżka się rozszerzała i wtedy zawrócił. Z duszą na ramieniu wyjechał na płaski teren obok urwiska. Dziewczyna była już daleko po drugiej stronie. Pędziła, jakby ją goniło stado wilków. Tym razem naprawdę miała przed kim uciekać. I coś jej mówiło, że należy to zrobić szybko. Bardzo szybko.
„Znajdę cię” - pomyślał Adam szykując się do skoku. - „Już ja cię znajdę!”
- Wybacz, Sport. Damy radę jeszcze raz? - poklepał konia po szyi, uśmiechnął się i z okrzykiem: „Yahoo!!!” skoczył jeszcze raz przez przełęcz, przypominając sobie, jak kiedyś smakował zakazany owoc.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:52, 05 Sie 2013    Temat postu: The First Born

Znowu nie rozróżniamy chłopaka od dziewczyny ?
Ale to chyba nie jest ta nowa nauczycielka ?
Ona za bardzo przypomina mi Josefinę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Pon 13:05, 05 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 12:56, 05 Sie 2013    Temat postu:

Dlaczego "za bardzo"? Josefina ma unikatowe cechy Wink
I zaczyna mi brakować Manuela Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:03, 05 Sie 2013    Temat postu: The First Born

Każdy ma unikatowe cechy ,jedyne w swoim rodzaju.
Nie wiem jakoś mi się z nią skojarzyło ,że taka pyskata.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Pon 13:04, 05 Sie 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:14, 05 Sie 2013    Temat postu:

Rzeczywiście ... dawno nie było Manuela! Czułam, że czegoś brakuje ... tego meksykańskiego akcentu Wink Cóż, zostaje nam Adam i ta nieznajoma. Jeśli zdecydował się przeskoczyć powtórnie wąwóz, to chyba ... chwyciło. Co dalej? Mam nadzieję, że niebawem się spotkają Smile Co dalej?

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewelina dnia Pon 19:01, 05 Sie 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:36, 05 Sie 2013    Temat postu:

Musimy się same zatroszczyć o tego Manuela.
Dziewczyna mi się z Josefiną nie kojarzyła, ale ja lubię Calamity Jane. Tylko, że ona do Ponderosy przyjedzie dopiero w piątym sezonie, musieliby cały rok Adama przetrzymać Laughing
Pozostaje mi sobie jakoś inaczej poradzić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 14:15, 05 Sie 2013    Temat postu:

zaskoczyłaś mnie zwrotem akcji, dalej czekamy na Pricillę. ale będzie ubaw, gdy będzie namawiać górników do nauki dając im za dobry przykład Claya Very Happy
no i gdzie partyjka szachów? Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:13, 05 Sie 2013    Temat postu:

Część VII

Clay zbierał materiały z pierwszej lekcji do wysłania. Nawet nie czytał, co napisali Hoss i Joe. Szkoda na to czasu. Był piątek, żadnych zaległości na sobotę, jutro tańce w mieście. Udało się.

Już przywykł do tego zwyczaju Cartwrightów, że na proszoną kolację należy się elegancko ubrać. Założył więc garnitur i nawet wyczyścił buty. Dzisiaj jakiś gość przyjeżdża do Pondeorsy. Joe mówił, że to inżynier z kopalni. Specjalnie czekał na powrót Adama, chciał z nim przedyskutować parę projektów. Clay zszedł na dół gdy usłyszał podjeżdżający powóz.

Ben wprowadził do domu inżyniera i jakąś śliczną, czarnowłosą pannę. Oj, było na czym oko zawiesić. Oczko panny też miało się na kim oprzeć - wszyscy Cartwrightowie byli już w salonie. Ciekawie rozglądała się i wreszcie jej wzrok spoczął na Adamie. I tu już pozostał... dziwnie długo...

- Panno Bartlett, to jest mój najstarszy syn, Adam. Adamie, to jest panna Priscilla Bartlett, córka pana inżyniera.
- My się już znamy – powiedziała panna Priscilla i nieznacznie wycofała się za swojego ojca.
- Spotkaliście się już? - zdziwił się Ben.
- O tak, pański syn na mnie siedział.
- Co robił?! - Ben o mało się nie udusił z wrażenia. - Adam?
- Siedział na mnie. Ciężki jest okropnie. - Zrobiła krok w stronę Adama i wyciągnęła dłoń. - Witam mojego wybawcę. Mam nadzieję, że już się pan uspokoił.
- Mnie też jest miło – powiedział Adam i pocałował ją w rękę. - Piękna sukienka, czysta buzia, tak jest o wiele lepiej, panno Bartlett.
- Nienaganne maniery, żadnych gróźb, tak też jest o wiele lepiej, panie Cartwright.
Adam musiał przyznać, że uśmiech miała uroczy. Robiły jej się dwa dołeczki w policzkach...

- A to jest mój przybrany syn, Clay Stafford... - kontynuował prezentację Ben.
- A, to pan! - ucieszyła się panna Bartlett. - Właśnie do pana tu przyjechałam.
- Do mnie? - zdziwił się Clay. - Nie pomyliła się pani?
- Jak to? Nie dostał pan listu? Pański brat Joe czekał na nas na stacji, zaprosił nas do Ponderosy... To nie pan go wysłał? List był do pana...
- Ach! List.. Joe... tak... zupełnie zapomniałem. Proszę mi wybaczyć.
- Ależ oczywiście. Jest pan naszym ulubionym studentem. Tak mało jest wykształconych ludzi w Virginia City. Pan jest chlubnym wyjątkiem. Muszę koniecznie zobaczyć pańskie prace.
- Moje prace... - Chlubny wyjątek poczuł, że za ciasno zawiązał krawat. - Proszę się nie trudzić... nie ma potrzeby, panno Bartlett...
- Ależ to żaden kłopot. Zaraz po kolacji, dobrze? Nie mogę się doczekać!

-----------------------

Priscilla miała w ręce prace Claya. Czytała już dobrą chwilę ale nic nie mówiła. W końcu się odezwała:
- Panie Stafford... co pan chciał przez to powiedzieć?
- Przez co? - zapytał głupio Clay, bo ta panna jakoś odbierała mu śmiałość.
- To o teatrze greckim.
„A, historia, to część Hossa. Co on tam mógł napisać?” - zastanawiał się Clay. - Co konkretnie? - zapytał. To pytanie nie było wiele mądrzejsze niż poprzednie ale zmieszanie pokrył czarującym uśmiechem.
- „W teatrze greckim śpiewano bogom dyrdymały a w chórze meczały kozły” - zacytowała Priscilla, podniosła wzrok znad kartki i utkwiła go w Clayu. Czarowny uśmiech Claya jakoś umknął jej uwadze. I chyba nie spełnił swojego zadania.

Clay nie wiedział, jak powinna brzmieć dobra odpowiedź, ale ta z pewnością była zła. Nie brzmiało to dobrze. „Hoss, gdzie ty masz mózg?” - pomyślał zły na siebie za głupotę. I przede wszystkim zły na Małego Joe. Jak on mógł nie powiedzieć mu, że przyjeżdża jakaś nauczycielka? Gdyby wiedział, nigdy nie wygłupiłby się tak z tymi odpowiedziami.
- Panie Stafford, czy to jest jakiś żart? - drążyła dalej panna Priscilla, a Clay poczuł się jak w szkole. A niezbyt lubił się tak czuć. A już w obecności takiej pięknej kobiety?! „Zabić brata!” - to była w tej chwili jedyna myśl w jego głowie.
- Właśnie. Żart. Młodsi bracia czasem robią mi takie kawały. - Wyrwał jej kartki z ręki. - To nie są moje prace. Ale na pewno znajdę swoje i wtedy będzie pani mogła je przeczytać.
- Świetnie. Jutro?
- Dobrze. Jutro po lunchu Adam spotyka się z pani ojcem. Przyjadę z nim.
- Będę czekać.

-------------
Późno w nocy Clay siedział przy stole w swoim pokoju. Stół zawalony był papierami.
- Joe, nie teraz – warknął na brata, który właśnie wszedł bez pukania. - Jestem zajęty.
- Clay, nie bądź zły. Nic ci nie powiedziałem, bo musiałem najpierw zobaczyć, czy się nadaje. Jest świetna! W sam raz dla Adama. Tylko muszę cię o coś zapytać?
- O co?
- Czy ty.... no, czy wy... bo gdybyś ty też... no, wiesz... miałbyś pierwszeństwo, gdybyś...
- Gdybym się w niej zakochał? Tak?
- Tak.
- Joe, to piękna kobieta. Jak marzenie. Ale to jest moja NAUCZYCIELKA. Będzie sprawdzać moje prace i pytać, czego się nauczyłem. Zawsze miałbym wrażenie, że za chwilę postawi mnie do kąta. Albo w najmniej oczekiwanym momencie zapyta: „Panie Stafford, czy to jest jakiś żart?” - Clay aż wzdrygnął się na tę myśl. - Ma wzrok jak bazyliszek.
- Bazyliszek? Adamowi to jakoś nie przeszkadzało. Gapił się na nią przez całą kolację. On się jej nie boi.
- Właśnie. On. - Clay poczuł się nieswojo. Było mu głupio, że musi się czegoś wstydzić przed kobietą. Piękną, młodą, uroczą kobietą... - Joe, zostaw mnie teraz, muszę to wszystko do jutra napisać. Zaniosę jej MOJE WŁASNE prace – tu znacząco popatrzył na Małego Joe – i te prace muszą być bezbłędne. Bez zarzutu – podkreślił. - Nie zniosę drugi raz tego jej spojrzenia.
- Dobrze, już idę.

Clay pracował całą noc. Wystarczyło, że raz przeczytał wszystkie teksty żeby je zapamiętać. Z odpowiedziami nie miał najmniejszego problemu. Gorzej było z pisaniem, odzwyczaił się od trzymania pióra a chciał, żeby wszystko wyglądało przyzwoicie. Świtało już gdy postawił ostatnią kropkę. Stwierdził, że nie warto już kłaść się spać. Dziwne, ale nie czuł się znudzony tą całonocną pracą. Sam był zaskoczony, że tak go to wciągnęło. Fajne rzeczy robili w tej Grecji. Jutro musi poczytać o Rzymie.

--------------------

Koło południa następnego dnia Clay i Adam przyjechali do miasta razem. Obaj elegancko ubrani, zamierzali już zostać w mieście na wieczorne tańce.
- Zanieś tę listę zakupów do Willa, niech wszystko przygotuje. Hoss zaraz będzie wracał do domu, to odbierze towar. Ja idę do banku, spotkamy się w hotelu – rzucił Adam i już go nie było.

Clay ledwo skręcił za róg, gdy przywitał go pierwszy górnik:
- Te, student, gdzie taką pannę znalazłeś?
Clay rozglądnął się. O co mu może chodzić?
- Może trzymaj tę pannę u siebie, co?
Clay chciał zapytać, o co chodzi, ale górnik już poszedł dalej. Gdy przechodził obok saloonu, zastąpiło mu drogę dwóch następnych górników. Clay chciał ich wyminąć, ale wtedy usłyszał:
- Znowu sprawiasz kłopoty.
- Ja?
- Nie udawaj. Po co ją przysłałeś?
- Kogo?
- Nauczycielkę. To jest twoja zemsta? Specjalnie tak zrobiłeś, żebyśmy wyszli na głupich. Wielki i mądry pan Stafford, tak? A my to niby ciemne głąby?
- Nie wiem, o czym mówicie.
- Jasne. Bo już ci uwierzymy.

Drugi górnik miał mniejszą ochotę na pogawędkę, od razu przystąpił do rzeczy:
- Panie Stafford, Wielki i Wspaniały, za dużo z tobą kłopotów. Wyjedziesz z Virginia City.
- A jak nie?
- Powiedziałeś, żebyśmy się rozliczali z tobą. Taki mamy zamiar. Jesteś „mądrym człowiekiem”, „ambitnym studentem”, „chlubą miasta”... co ona to jeszcze mówiła?
- „Wzorem do naśladowania” - podrzucił uczynnie ten drugi.
- Tak, a my nie lubimy obcych „wzorów”. Też jesteśmy „mądrymi ludźmi”. Nie po to tyramy jak woły, żeby nam jakaś... jakaś...
- Jak jesteś takim mądrym człowiekiem, to nie kończ – ostrzegł go Clay.
- Bronisz jej? Więc to jednak jest twoja paniusia? - górnik zamierzał podejść bliżej do Claya, ale nie zdążył. Clay sięgnął po rewolwer.
- Nie mam broni – powiedział górnik. - Strzelisz do bezbronnego?
- Podziękuj Catrwrightom.
- Za co?
- Za życie – odpowiedział Clay chowając rewolwer do kabury. Odwrócił się i odszedł. Nikt za nim nie poszedł.

------------------

Clay wyszedł ze sklepu Willa Cassa gdy zaczepiła go mała dziewczynka. Patrzyła na niego wielkimi, niebieskimi oczami, w których zbierały się łzy.
- Prose pana, mój piesek, tam, wpadł do dziuly, jest mały, nie może wyjść, ja nie dosięgnę...
- Dobrze, już nie płacz. Do której dziury wpadł ci ten piesek.
- Tam. - Dziewczynka wzięła go za rękę i poprowadziła. A potem pokazała okno w piwnicy domu. Clay rozglądnął się, byli sami. Z piwnicy było słychać cienki i rozpaczliwy pisk psiaka. Pochylił się i zajrzał przez okno. Wtedy usłyszał świst. Nie zdążył się odwrócić gdy poczuł ostry ból z boku głowy. Ostatnią rzeczą, którą zobaczył były szeroko otwarte, przerażone, niebieskie jak niebo, oczy. Potem nie było już nic, osunął się na ziemię.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:17, 05 Sie 2013    Temat postu: The First Born

I znowu ktoś Claya napadł ?
Czy będzie rywalizacja między nim a Adamem o Priscillę ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:15, 05 Sie 2013    Temat postu:

Dobre! Adam chyba zareagował na pannę dokładnie tak, jak bracia zaplanowali. Trochę się kłócą, ale chyba pasują do siebie. Clay znów się wpakował w tarapaty, a raczej popadł w kłopoty przez krewnych ... żeby nie pomysł Joe i Hossa, nie zapisałby się do tej szkoły i nie wzbudził zazdrości górników swoją wiedzą i pilnością Smile Co dalej?

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewelina dnia Pon 21:16, 05 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 21:58, 05 Sie 2013    Temat postu:

Dalej trzeba:
  • ożenić Adama z Priscillą póki czas,
  • wybudować im szybko dom w okolicy, albo wyremontować,
  • wysłać Claya na dobre studia,
  • ale przedtem musi pokonać Bena w szachy

oto głos ludu Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza -odcinki -fanfiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin