Forum www.bonanza.pl Strona Główna www.bonanza.pl
miłośnicy serialu Bonanza
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The Way Stadion po mojemu

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza -odcinki -fanfiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:41, 02 Sie 2013    Temat postu: The Way Stadion po mojemu

Fanfik nawiązujący do odcinka The Way Stadion ,z moją ulubioną postacią Nataniela

Burza śniegowa ,zaskoczyła Nataniela w drodze gdy wracał do domu po załatwienia spraw w mieście.
Wydawało mu się ,że nigdy się przedrze ,przez ciemność ,śnieg i wichurę. Czy kiedyś uda mu się wrócić do domu.
Przecież pojechał tylko kupić prezent na urodziny Susan.
Piorun zaczął parskać i wtedy ujrzał w oddali jakieś palące się światełko . Nie wiedział gdzie jest i czyj to dom ale musiał się tam dostać ,jeśli chciał przeżyć.
Zapukał do drzwi.
Otworzył wielki ,postawny facet z siwym wąsem ,o mięsistym nosie i czarnych ,krzaczastych brwiach . Był ubrany w typową farmerską koszulę w kratę i spodnie.
-Czego ?spytał ochrypłym ,nieprzyjemnym głosem.
-Zabłądziłem w czasie burzy i czy mógłbym tu przenocować?
-Mój dom to nie to hotel.
-Tato z izby wyszła ładna dziewczyna o kasztanowych włosach i brązowych oczach . Miała śliczną twarzyczkę o delikatnym ,łagodnym owalu ,usta czerwone jak poziomka i mały zgrabny nosek.
Była w domowej sukience uszytej z perkalu ,różowej sukience ,która jednak mimo ,że czysta i wyprasowana nie była najnowsza.
-Jeśli go wygonisz w taką pogodę ,to będziesz miał na sumieniu jego śmierć powiedziała dziewczyna.
-Nie wtrącaj się Colin. Mówiłem ,że masz nie nie rozmawiać z obcymi ,zwłaszcza z takimi obszarpańcami .
-Z nikim mi nie wolno rozmawiać po za tobą ,bo wszyscy są źli rzekła Colin.
-Stul pysk warknął jej ojciec. Dobra ,możesz zostać ,jak ty się właściwie nazywasz ?
-Nataniel Cartwright ,jestem wnuka Bena Cartwrigtha z Ponderosy odparł chłopiec. Na pewno pan słyszał.
-Coś tam słyszałem. Ja jestem Marshall Eliot i prowadzę tu stację dyliżansów,ale dyliżans rzadko przyjeżdża,zwłaszcza w zimie. Zaprowadzę cię na górę. A ty Colin zaprowadź jego konia do stajni.
Marshall wziął lampę naftową i prowadził chłopca długim ,ciemnym korytarzem. Łóżko było twarde i niewygodne ,przykryte jakoś kolorową narzutą.
-Tu możesz spać powiedział twardym głosem. A rano masz się ,stąd wynieść,zrozumiano ?
-Tak jest ,proszę pana odparł chłopiec.
W stajni ku zdziwieniu Colin leżał jakiś chłopak ,właściwie młody mężczyzna w wieku około 20 lat .W pierwszej chwili przestraszyła się ,że nie żyje ,bo miał zamknięte oczy i sine usta.
Obudził się jednak ,słysząc jej kroki. Pomyślała ,że jest bardzo przystojny ,miał szarobłękitne oczy koloru nieba i jasne włosy.
-Kim jesteś ?spytał.
-A ty ?odpowiedziała Colin pytaniem na pytanie. Czemu śpisz w stajni mojego ojca.
- Nie miałem gdzie się schronić przed zimnem.
-Zaprowadzę cię do taty ,może zgodzi się ciebie również przenocować.
-Jak masz na imię ?spytał chłopak.
-Colin.
-Ładne imię dla ładnej dziewczyny. Ja jestem Lucky .
-Właściwie nie wolno mi z nikim rozmawiać powiedziała dziewczyna.
-To ze mną możesz ,bo ja jestem nikim odparł Lucky.

Rano burza nie ustała, a jeszcze bardziej się wzmogła.
Na śniadanie była owsianka ,polana mlekiem.
-Na obiad zrobię gulasz powiedziała Colin.
-Dobrze gotujesz stwierdził Nataniel ,pomagając jej przy zmywaniu. Gdzie się tego nauczyłaś ?
-Nie mam tu za wiele do roboty odparła dziewczyna. Mama wyjechała ,gdy byłam małą dziewczynką. Pojawił się tu kiedyś ,taki jeden ,który obiecał jej podróż dookoła świata. Czasem piszę listy ,ostatnio z Paryża .
-Pewnie za nią tęsknisz ?
-Nie ,zazdroszczę jej ,że miała odwagę uciec od niego i spełnić swoje marzenia. Tutaj się czuje jak w więzieniu. A ty byłeś kiedyś w dużym mieście ?
-Byłem w Sankramento i San Francisco,ale nie podobało mnie się tam .Wolę prerię i dzikie ,duże przestrzenie .
-Och rzekła Colin . Ucieknijmy razem .
-Razem ?
-Umiem jeździć konno i dobrze strzelać ,będę ci gotować i razem będziemy wędrować przez prerię.
-Nie możemy uciec powiedział Nataniel po chwili. Mamy obowiązki wobec swoich rodzin. Dom to dom.
-Dom. Może ty masz bliskich i dużą kochającą rodzinę ,ale ja jestem sama jak palec.

-O czym tak szepczecie ?spytał Marshall gniewnie . Jeśli próbujesz flirtować z moją córką obszarpańcu ,to złoję ci skórę.
-O niczym powiedział szybko Nataniel. Wytarł ostatni talerz i usiadł na krześle.
-Dziwny z ciebie facet stwierdził Lucky . Ubrany jak Komancz ,garniesz się do babskich prac.
-Masz z tym jakiś problem ?spytał Nataniel .
-Skąd rzekł Lucky.
Zapadła cisza ,nerwowa ,długa i nieprzyjemna ,którą przerwała Colin ,gdy zaczęła śpiewać starą kolędę.
Miała piękny ,czysty głos o mocnej barwie .
Wszyscy trzej zasłuchali się ,patrząc na nią.
W tej chwili Eliot , zobaczył dwoje ludzi ,którzy wysiedli z dyliżansu ,kobietę i mężczyznę.
Kobieta miała mysią ,ubieloną pudrem twarz ,pofarbowane na rudo włosy ,a na sobie czerwoną suknię.
Suknia była prawie wulgarna ,zbyt głęboko wycięta ,osłaniała gołą szyję ,ramiona i piersi .
Wychodząc z czerwonego dyliżansu ,pani ta drżała z zimna i kipiała z oburzeniem.
-Ted ,dlaczego mnie zsyłasz na pobyt na takim odludziu ? Nie masz serca i chcesz by umarła na zapalenie płuc.
Ted wzruszył ramionami ,Sylvia i jej pretensję zaczęły go nudzić. Zamierzał otworzyć nowy saloon, a kobieta miała mu wybierać nowe dziewczyny do tego interesu .
Starzała się ,nie dało się tego ukryć i pewnie dlatego w obawie przed konkurencją ,wybierała takie beznadziejne kandydatki.
-A niech to zawołał Ted. To Lucky Spencer . Za jego głowę wyznaczono pięć,tysięcy dolarów .
-A co takiego zrobił ? spytał Nataniel.
-Zabił człowieka.
-To prawda ?
-Musiałem się bronić gdy nadszedł mnie z nożem. Nie był nic wart.
-Jego ojciec twierdzi co innego rzekł Ted. Skryłeś tu ,ale burza się niedługo skończy i pościg cię tu dopadnie. Co zamierzasz zrobić ?
Lucky chwycił Colin ,wyjął pistolet z kabury i przystawił dziewczynie pistolet do głowy.
-Nie próbuj ,żadnych sztuczek Indiańcu. Jeśli któreś z was się poruszy ,ona zginie.
Spojrzał za okno ,burza właśnie ustała.
-Jedziesz ze mną malutka.
-Nigdzie z tobą nie pojadę ty.
-Wczoraj byłaś dla mnie bardziej uprzejma rzekł Lucky ,uśmiechając się łobuzerskim uśmiechem. Miał nieskazitelnie ,białe zęby. Masz wybór ,albo pojedziesz ze mną albo zastrzelę twojego tatusia. Daje ci pięć minut do namysłu.
Colin spojrzała na swojego ojca. Na jego twarzy malowała się rozpacz.
-Poczekaj odparł Nataniel ,ja pojadę z tobą.
-Nazywasz się Cartwright tak ? Twoja rodzina jest bogata i zapłaci okup za ciebie ,to jedziemy we trójkę.
Puścił Colin ale popchnął ją tak mocno ,że upadła.
-Idziecie po konie.
Trzymał pistolet cały czas w ręku.
-Życzę państwu miłego dnia ,powiedział Lucky zamykając za sobą drzwi.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Pią 11:46, 02 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:51, 02 Sie 2013    Temat postu:

No i zapowiada się ciekawie. Zobaczymy, czy akcja potoczy się podobnie jak w odcinku.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:09, 03 Sie 2013    Temat postu: The Way Stadion po mojemu

Susan zastała Adama ,gdy czyścił siodło.Zawsze to robił ,gdy był podrażniony i chciał się uspokoić.
Był zwykle ,poważny ,małomówny i nie lubił się unosić entuzjazmem,ale wiedziała ,że można na nim zawsze polegać.
-Jadę powiedział po chwili. Coś się musiało stać ,jeśli do tej pory nie wrócił.
-Chcesz jechać sam ?
-To mój syn.

-Nasz syn poprawiła go. Nie mogłabym jechać z tobą ?
-Nie odparł krótko. Ktoś musi być w domu ,gdyby wrócił.
Wsiadł na konia ale w połowie drogi ,zobaczył Joe i Hossa.
-A wy gdzie się wybieracie ?
-Jedziemy z tobą powiedział Hoss. To nasz bratanek .
Hoss był wielkim ,potężnym mężczyzną ,którego silne ręce ,umiały pokonać ,zarówno niedźwiedzia ,jak i byka. Ostatnio zrobił się jeszcze większy. Cechowało go jednak dobre serce i łagodność baranka ,o ile ktoś go nie zdenerwował.
Josef Cartwright mimo lekkiej siwizny ,która pojawiła się na jego skroniach ,wciąż przez rodzinę był nazywanym małym Joe -ach ta siła rodzinnych przyzwyczajeń.
Adam był obecnie postawnym mężczyzną ,łysym ale zdaniem wielu pań ciągle bardzo przystojnym.
Dalej traktował swoich młodszych braci w sposób lekko protekcjonalny i nie widział w nich równorzędnych partnerów ,mimo ,że od dawna byli dorośli ,żonaci i dzieciaci.
-Nie obraź się starszy bracie powiedział Joe ale nie możesz jechać sam. Ktoś musi ci pomóc ,lata lecą ,zmiany w mózgu.
-Ciebie to raczej nie dotyczy odgryzł się Adam. Bo żeby były zmiany w mózgu ,to najpierw trzeba ten mózg mieć.
-Ty nadęty syfonie ,chyba cię walnę butem.
-Chłopcy ryk Bena Cartwrigtha ,rozdał powietrze. Macie się natychmiast uspokoić .
-Ty też zamierzasz jechać ?
-Uważasz ojca za starego dziadygę? Jesteśmy rodziną i zawsze robimy wszystko razem . Twoje problemy są naszymi problemami .Koniec i kropka .
-Co za rodzinka mruknął Adam Cartwrigt pod nosem.

Ognisko zaczęło powoli wygasać. Colin zadrżała z zimna ,Natanael okrył ją kocem .
Uśmiechnęła się z wdzięcznością.
-Co zamierzasz robić Lucky ? Pościg ,niedługo nas dogoni ,nie masz szans.
-Mam się poddać ? Wiesz ,że za morderstwo grozi mi stryczek.
-Jeśli tamten ,pierwszy cię zaatakował,to była samoobrona ,wtedy sąd to uwzględni i masz szansę dostać mniejszy wyrok.
-Nie mam żadnej szansy odparł Lucky. Ojciec tego chłopaka rządzi w tamtym mieście ,rozumiesz ,muszę uciekać.
-Nie można uciec przed samym sobą powiedział Nataniel ,wpatrując się w niego intensywnie.
-Uważasz się za lepszego ode mnie tak ? Tylko dlatego ,że masz rodzinę i mieszkasz w wielkim domu. Nic o mnie nie wiesz ,nie masz prawa mnie oceniać.
-Wiem jedno odparł Nataniel ,że sam siebie skazujesz na samozagładę.
Lucky zwrócił się do Colin.
-Idź ,zrób nam coś do jedzenia.
Tak naprawdę nie mieli nic do jedzenia ,oprócz fasoli ,kawy i bobrów ,które upolował Nataniel. Dziewczyna zrozumiała ,że chcą porozmawiać na osobności.
Lucky wyjął ,swój pistolet z kabury .
-Masz powiedział wkładając Natanielowi do ręki. Możesz mnie zabić ,wtedy dostaniesz pięć tysięcy.
Ku jego zdziwieniu chłopak oddał mu broń ,nawet na nią nie patrząc.
-Nie zależy mi na pieniądzach rzekł Nataniel.
Każdy głupi umie pociągnąć za spust ,a szlachetny człowiek zabija tylko raz.
-Zabiłeś kiedyś kogoś ? spytał Lucky.
Nataniel milczał przez chwilę a później spojrzał w oczy młodego bandyty.
-Zastrzeliłem chłopaka ,który brał udział w napadzie na dom mojego dziadka. Uważałem go za przyjaciela ,ale on wybrał sobie innych znajomych.
-Zabiłeś kumpla ? I możesz tak spokojnie z tym żyć ?
-Nie miałem wyboru odparł Nataniel ze smutną rezygnacją.
Rana z powodu śmierci Edwarda ,ciągle w nim tkwiła.
-Ile masz lat 17 ?
-Prawie osiemnaście powiedział Nataniel.
-Jesteś młodszy ode mnie stwierdził Lucky.
Nie wiedział co myśleć o człowieku ,na którym , pięc tysięcy dolarów ,nie robiło wrażenie.
Wiele osób słysząc samą sumę ,zabiło by go na miejscu ,nie dociekając nawet czy jest winny czy nie.

Colin obudziła się i zobaczyła Lucky. Pochylił się nad nią i pocałował w usta.
Poczuła się bardzo rozczarowana ,pierwszy pocałunek wyobrażała sobie zupełnie inaczej .
Nikt ją nie prosił ,nie spytał o zdanie ,nawet nie odezwał się do niej.
-Pojedzmy razem do Meksyku powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-A Nataniel ?
-Poradzi sobie. Chyba nie chcesz wracać do domu swojego ojca i żyć zamknięta dalej w tej klatce. Znam tego Teda ,on by chciał cię zatrudnić w saloonie,za porządna jesteś by skończyć w takim miejscu .
Dziewczyna namyślała się przez chwilę.
Marzyła o tym by pojawił się ,ktoś kto by zabrał ją od despotycznego ojca , tej nudnej prozy życia i pokazał ,piękny ,wspaniały świat.
Lucky był złym człowiekiem ,ale przecież pierwsze jej wrażenie było inne.
Chciała wierzyć ,że tkwi w nim coś dobrego i warto mu zaufać.

-Dobrze skinęła głową.
-Idź po swojego konia.
Zaczynało świtać.
-Wszystko słyszałem Lucky odwrócił się i zobaczył Nataniela .Jeśli chcesz jechać ,to jedź sam.
-Lubią ją i nie zrobię jej krzywdy. To miła dziewczyna.
-Ale ona potrzebuje kogoś innego niż ty , kogoś ,kto się nie zaopiekuje.
-Strasznie się nią przejmujesz ,a znasz ją zaledwie dwa dni Lucky uśmiechnął się krzywo.
-Potrzebuje pomocy ,a każdemu kto ma problemy trzeba pomóc ,tak zawsze mówi mój ojciec. I to niezależnie,czy to obcy czy znajomy .
-Dziwny z ciebie facet Lucky pokręcił głową ,wsiadł na konia i odjechał .
Colin przyprowadziła swojego konia.
-Gdzie Lucky ?
-Pojechał do Meksyku.
-Jak to ,przecież mieliśmy jechać razem dziewczyna usiadła na kamiennej skale i zaczęła płakać. Nataniel usiadł obok niej.
-Może mi nie uwierzysz ,ale rozumiem co czujesz. Cały świat ci się zawalił. Ja tak się czułem ,wtedy gdy moja mama umarła. Wcześniej widziałem jak żołnierze,palą wioskę Komanczów , wielki wódz w Waszyngtonie,kazał generałom zakończyć wojnę i zakończyli ,mordując wszystkich ,mężczyzn ,kobiety i dzieci .
Wyjął chusteczkę z kieszeni kurtki i zaczął wycierać łzy ,spływające po ślicznych policzkach dziewczyny.
-Ależ się rozgadał Colin ,mimo woli uśmiechnęła się do niego.
W tej chwili usłyszeli tender końskich kopyt.
-Lucky wrócił po mnie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Sob 16:35, 03 Sie 2013, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:06, 03 Sie 2013    Temat postu:

Ciekawe, czy rodzinka zdąży z odsieczą. Zorina, dlaczego w fanfiku umieściłaś łysego Adama! Dobrze, że Nataniel ma włosy. Luke jest ciekawym typem. Tak jak w odcinku, nie jest złym człowiekiem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:11, 03 Sie 2013    Temat postu: The Way Stadion po mojemu

Moje myślenie ,szło w tym kierunku ,że skoro ma już prawie dorosłego syna ,to nie może być wiecznie piękny i młody.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:18, 03 Sie 2013    Temat postu:

Niekoniecznie piękny i młody, ale dlaczego zabrałaś mu włosy? To tak, jakby Indianie go oskalpowali Sad Żartuję, ale szkoda fryzury. Trochę zmarszczek, siwizny na skroniach, poważniejszy wyraz twarzy - wystarczyłoby.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewelina dnia Sob 22:03, 03 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:44, 04 Sie 2013    Temat postu: The Way Stadion po mojemu

Istotnie ,to był Lucky ale nie sam. Była tam czwórka Cartwrigtów i jakiś obcy ,nieznajomy mężczyzna.
Nataniel ,później się dowiedział ,że to Lee Roberts ,zawodowy łowca nagród.
Był bardzo elegancki ,nosił białą ,koszulę ,ciemną kamizelkę ,brązowy kapelusz i czarne skórzane rękawiczki.
-Mówiłem ,że ich nie zabiłem rzekł Lucky.
-Musieliśmy się upewnić odparł Ben Cartwright. Zawieziemy panienkę do jej ojca i wracamy do domu.
-A ty Lucky jedziesz ze mną powiedział Lee.
-Zanim go weźmiesz ,chciałaby o coś spytać Nataniel zwrócił się w stronę Lucky . Mówiłeś ,że dostaniesz ,za mnie okup a jednak nie wysłałeś telegramu ,ani nie napisałeś listu z tym żądaniem do mojej rodziny . Dlaczego ?
Lucky milczał a cisza ,która zapadła stała się nie do zniesienia.
-On blefował odgadł Lee. Nie umie pisać.
-Byłeś mi potrzebny ,bo wiedziałem ,że umiesz sobie radzić na tych terenach Lucky spojrzał Natanielowi w twarz. Tylko tyle.

-Przyjaciel Susan jest prawnikiem zaczął Nataniel ,zapewnimy ci uczciwy proces. Prawda tato ?
-Tak potwierdził Adam ,zrobimy wszystko byś miał uczciwy proces.
-Dlaczego ?spytał Lucky ze zdziwieniem. Dlaczego chcecie by miał ,uczciwy proces ?
-Bo każdy człowiek rzekł Adam Cartwright ,który staje przed sądem powinien mieć uczciwy proces i szansę na obronę.
Lucky spojrzał na Nataniela.
-Jesteś.
-Dziwnym facetem dokończył Nataniel ze śmiechem. Mówiłeś mi to ,już sto razy.
-Gdybym cię spotkał w innych okolicznościach odparł Lucky ,może byśmy mogli zostać przyjaciółmi.
-Ja też chciałam się o coś zapytać odezwała się Colin. Dlaczego ten chłopak rzucił się na ciebie z nożem ?
-Wściekł się ,że oszukuje w karty ,ale tak naprawdę poszło o dziewczynę.
-Zależało ci na niej ?
-Jemu zależało ,mnie nie.
-Była ładna ?
-Nie tak ładna jak ty.
Colin lekko się zarumieniła ,słysząc ostatnie słowa.

Colin szła z Natanielem ,spotkał ją w sklepie i odprowadził do domu.
-Myślisz ,że Lucky się zmieni ? Został skazany na dwanaście lat ciężkich robót.
-Zmieni się rzekł Nataniel z lekkim ubolewaniem ,ale na gorszę. Ale to i tak lepsze od stryczka.
-Pamiętasz Sylvię ? Po rozstaniu z Tedem ,postanowiła założyć własny interes i pojechać do San Francisco. Mam mnie zawieść do pani Teodory ,Liburn ,która jest nauczycielką muzyki.
Chce zostać śpiewaczką operową.
-Czyli znalazłaś ,wreszcie swoją drogę odparł Nataniel. Obyś nie zmarnowała sobie życia.
-Nie zmarnuje, powiedziała Colin ze spokojną pewnością. Bo już wiem ,jak chce by ono wyglądało.
Była ubrana w ciemnozielony płaszcz ,miała na sobie kapelusz z szerokim rondem. W fokowej mufce ukryła gołe ręcę.
Dzień był słoneczny ,na polach i drzewach lśnił biały ,świeży śnieg.
Znaleźli pod drzwiami domu Colin ,gdy dziewczyna pocałunkiem lekkim jak muśniecie wiatru ,dotknęła wargami policzek Nataniela.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Czuł się zakłopotany ,ale była w tym jakaś przyjemność.
-A to za co ?
-Dobrze wiesz za co rzekła dziewczyna z promiennym uśmiechem. Zresztą od dawna ,chciałam to zrobić.
Drzwi otworzyły się nagle i stanął w nich ojciec Colin.
-Co tak stoicie na tym mrozie ? Wchodżcie do domu. I oczywiście, zagrasz ze mną w partyjkę warcabów ,Nataniel ?
-Dzisiaj nie mogę odparł chłopak. Bo dzisiaj są urodziny żony mojego ojca ,a ja jeszcze nie dałem jej prezentu. Ale przyjadę do pana w przyszłym tygodniu.
-Nie myśl chłopcze,że będziesz miał wtedy jakieś fory . Spłoniesz ze wstydu ,tak ci dokopię odgrażał się Marschall Eliott.
-Przekonamy się za tydzień ,chłopak uśmiechnął się uprzejmie. Miłego dnia.


Koniec.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 10:40, 04 Sie 2013, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:49, 04 Sie 2013    Temat postu:

Fajne. Bonanzowe i nawiązujące do odcinka o tej dziewczynie, która chciała rysować. Dobrze, że Nataniel tak przywiązał się do rodziny i lubi macochę. To się rzadko zdarza.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aga
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 29 Paź 2013
Posty: 19931
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:39, 03 Lut 2014    Temat postu:

Ewelina napisał:
Niekoniecznie piękny i młody, ale dlaczego zabrałaś mu włosy? To tak, jakby Indianie go oskalpowali Sad Żartuję,


a ja nie żartuję Exclamation składam oficjalny protest by w fanficach nie odzierać Adasia z .... Crying or Very sad


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Aga dnia Pon 19:40, 03 Lut 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza -odcinki -fanfiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin