Forum www.bonanza.pl Strona Główna www.bonanza.pl
miłośnicy serialu Bonanza
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The Auld Sod - i coś jeszcze.
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza -odcinki -fanfiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:24, 21 Sie 2012    Temat postu: The Auld Sod - i coś jeszcze.

Część I.

- Dobra, Hop Sing wyjechał, nie możemy dopuścić do tego, co tu było ostatnio. - Ben rozglądnął się z niesmakiem po kuchni w Ponderosie. -Kto zostaje i sprząta?
Cisza trwała. Nie zanosiło się na ochotników. Adam i Hoss popatrzyli znacząco na Małego Joe. Ten w końcu postanowił się odezwać, bo znowu skończy się jak zawsze:
- Dlaczego zawsze ja? Bo jestem najmłodszy? Starsi posprzątają lepiej, bo mają więcej doświadczenia.
- Kiedyś musisz też nabrać tego doświadczenia, braciszku.
- O nie. Nie zostaję. Pa, niech któryś z nich zostanie.
- Bez kłótni, proszę. Losujemy, jak zawsze. Hoss, przynieś zapałki.
- O nie, Pa. Muszę mieć na nich oko, bo znowu coś wykombinują.

Ben westchnął i sam poszedł przynieść zapałki. Każdy wybrał jedną. Adam już miał na końcu języka, że powinna być jeszcze jedna dla Pa, żeby było sprawiedliwie ale nawet jego odwaga tak daleko nie sięgała. Zbliżyli zapałki do tej zapalonej przez Bena. Milczeli i każdy próbował zmusić swoją zapałkę, żeby się tak szybko nie paliła. W końcu Mały Joe krzyknął:
- Cholera!
- Zostajesz Joe. Wszystko ma lśnić, jak jutro wrócimy.
Joe rozglądnął się smętnie po kuchni. Lśnić?! To?!
- To może wróćcie za miesiąc...
- Joseph, weź się od razu do roboty, to do jutra zdążysz. Adam i Hoss, idziemy.
No i koniec dyskusji. Jak Pa mówi, że zostajesz i sprzątasz, to zostajesz i sprzątasz. Chyba, że...

Joe został sam, jeśli nie liczyć bałaganu, który się wszędzie panoszył. Nawet nie musiał patrzeć, wiedział, że salon wygląda niewiele lepiej. Nalał sobie do kubka resztkę kawy i wyszedł przed dom, żeby na to nie patrzeć. Usiadł w bujanym fotelu i zamyślił się. Jego mina świadczyła o tym, że pomysły omijają go szerokim łukiem. Przynajmniej te dobre pomysły, bo na brak innych nigdy nie narzekał. Przesiedział tak z godzinę, grzejąc się w porannym słońcu. Potem wolno wstał i się przeciągnął. Żadne: „Bierz się od razu do roboty” nie wchodziło w grę w tym przypadku. Niespiesznie osiodłał Cochisa. Uśmiechnął się wreszcie do siebie. Tak, to mogło się udać. Trzeba się tylko trochę postarać. Ruszył do Virginia City prosto do pralni Hop Linga.

- Witam Joe, co tam słychać w Ponderosie? - stary Hop Ling jak zwykle był na swoim miejscu.
- Właśnie nic nie słychać, wszyscy wyjechali i zostawili cały dom na mojej głowie.
- O, to duża odpowiedzialność.
- O, tak. Ale świetnie sobie radzę. Przyjechałem do ciebie z małą sprawą. Wiesz, że Hop Sing wyjechał...
- Pan Cartwright dał mu wolne, mówił, że sami sobie będziecie radzić, nie będzie problemów...
- I oczywiście, że nie ma żadnych problemów. Ale czy ktoś z tej twojej licznej rodziny nie chciałby może trochę zarobić?
- O, Joe. Każdy chce zarobić, ale czy to bezpieczne? My nie chcemy tu żadnych kłopotów.
- Jasne, że bezpieczne. Mówię o pracy w Ponderosie.
- W Ponderosie? Praca dla Chińczyków? Dziwne.
- Dlaczego: „dziwne”. Zapytaj ich, czy chcą trochę zarobić. Potrzebuję ich na jeden dzień.
- Jeden dzień? To mi się nie opłaca, Mały Joe. Będę miał opóźnienia z prasowaniem. - Hop Ling pokręcił głową. Zastanowił się i dodał - Ale dla pana Cartwrighta zrobię wyjątek i zwolnię paru ludzi na jeden dzień. Ale robię to tylko dla twojego ojca. Dlatego, że dał wolne mojemu synowi.
- Spokojnie, Hop Ling. Nie potrzebujemy aż takiej przysługi. Zapłacę im za ten dzień pracy. Nawet podwójną stawkę, jeśli się szybko uwiną. - Joe zawsze był szczodry. Tym razem też nie robił wyjątku.
- Podwójną stawkę? Dziwne...
- Przestań się wreszcie wszystkiemu dziwić i decyduj Hop Ling. Czas ucieka. Robota jest tylko na dzisiaj. Do jutra trzeba skończyć.
- Dobrze, jak już mówiłem, dla pana Cartwrighta. A ty zapłacisz im podwójną stawkę i tyle samo dla mnie.
- Co?! Za co?
- Za to, że będę się musiał tłumaczyć moim klientom za opóźnienia. - Hop Ling uśmiechnął się i mrugnął do Małego Joe. - I za to, że nie będę pytał, jak sobie radzisz w Ponderosie, gdy cały dom jest na twojej głowie. Ja doskonale wiem, co to oznacza Mały Joe. To oznacza: „kłopoty”.

Mały Joe przeklinał właśnie swoją szczodrość. Ale było już za późno na szukanie nowych pomysłów. Dzień uciekał, a robota stała w miejscu. Niedobrze.
- Zgoda, tylko niech zaraz się zbiorą. Nie ma czasu. Muszą dziś wszystko skończyć.
- Skończą, Joe. Pojedzie ich tylu, żeby zdążyli. To ilu chcesz?
- Czterech powinno wystarczyć, ale takich pracowitych jak twój syn.
- O, Hop Sing to wystarczyłby jeden. Zaraz ich zawołam i możecie jechać.


Niedługo później, w Ponderosie Mały Joe kończył właśnie tłumaczyć Chińczykom, co trzeba zrobić. Krótko mu to zajęło, ograniczył się do tego, że zacytował swojego tatę: „wszystko ma lśnić”. Czterech pracowników rozbiegło się w różnych kierunkach i zabrało do roboty. Niezwykle sprawnie, jak zdążył zauważyć Mały Joe. Tak, na rodzinę Hop Singa zawsze można było liczyć. Została następna sprawa. Skąd, do licha wytrzaśnie do wieczora prawie sto dolarów?!

No, cóż. Na pewno nie znajdzie ich w Ponderosie. To znaczy, nie znajdzie takich, które mógłby wykorzystać. Z pieniędzy na prowadzenie rancza trzeba się będzie rozliczyć, wszystko musi się znaleźć w tej wielkiej księdze. Nawet jeśli Pa coś by przeoczył, to jest jeszcze Adam. Temu nic nie umknie. Taki naiwny to Joe już nie był. Nie, to muszą być pieniądze, o których ani Pa, ani Adam nie będą wiedzieć. Najlepsze pomysły zawsze wpadały mu do głowy znienacka. Teraz też nie ma co tracić wiary. Jeszcze raz rzucił okiem czy robota dobrze idzie, wsiadł na konia i ruszył do miasta.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Rika dnia Wto 12:47, 21 Sie 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 22740
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:22, 21 Sie 2012    Temat postu:

Dobre, ciekawe, co przyjdzie Joe do głowy, ale przypuszczam, że znów wpakuje się w kłopoty Smile Kiedy ciąg dalszy?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:45, 21 Sie 2012    Temat postu:

Część II.

Mały Joe stał na głównej ulicy w Virginia City. Miał w kieszeni pięćdziesiąt dolarów, które pożyczył z Ponderosy. Teraz musi tylko je potroić i wszystko będzie dobrze. Ma czas do wieczora. Można by spróbować w saloonie, a nuż się karta do niego uśmiechnie? Pamiętał jak obiecywał Pa, że nie będzie już kłopotów z pokerem, ale to przecież nie miały być kłopoty, to miało być wybawienie. Tym razem nie było w mieście jego braci więc nikt nie będzie mu przeszkadzał ani wyciągał go z saloonu. Już samo to nastroiło go optymistycznie. Świat był piękny, pogoda wspaniała.

Karty mają jednak to do siebie, że są nieprzewidywalne. Po trzech godzinach po optymiźmie Małego Joe nie było śladu. Świat jakby trochę zszarzał... Joe tkwił w tym samym miejscu. Tym razem bez pięćdziesięciu dolarów w kieszeni. Właściwie, to bez jednego centa w kieszeni. Zaczynało być niedobrze. Tak zastał go Bill Raleigh, wydawca miejscowej gazety.

- Kłopoty, Mały Joe?
- Lekkie.
- Coś się stało? Gdzie twoi bracia?
- Mam nadzieję, że daleko stąd.
- A twój ojciec?
- Mam nadzieję, że jeszcze dalej.
- To widzę, że faktycznie kiepsko. Mogę jakoś pomóc?
- Tylko, jeśli wymyślisz, jak zarobić 150 dolarów do wieczora.
- Tak to każdy by chciał. Cudów nie ma, Mały Joe. - Joe w swoim wieku powinien to już wiedzieć, ciągle jednak zdawał się o tym zapominać. - Masz długi?
- Jeszcze nie. Ale będę miał, jak do wieczora nie zdobędę tej forsy.
- Pożycz od taty.
- Zwariowałeś, Bill! Ja chcę jeszcze trochę pożyć. - Joe wiedział, że Pa jest ostatnią osobą w mieście, do której by się zwrócił. Była jeszcze jedna osoba, którą rozważał. Westchnął ciężko: - W ostateczności pożyczę od Adama. To mi raczej też życia nie przedłuży. Ale muszę zapłacić za pracę, którą zleciłem. Ludzie uczciwie zarobią te pieniądze, powinni je dostać. Potem je odpracuję. Adam się pewnie zgodzi...
- Wiesz, co? Chyba mogę ci jednak pomóc. - Bill zauważył szansę na rozwiązanie problemu. I upieczenia dwóch kaczek na jednym ogniu. - Masz niezłe pomysły, fantazję... A umiesz dobrze pisać?
- Co masz na myśli? - Joe przypomniał sobie swoje poczynania w szkole. I to, czego się nasłuchał od panny Jones. I od Adama. Nie podzielił się jednak tymi wspomnieniami z Billem.
- Potrzebuję paru artykułów do „Territorial Enterprise”. Coś nowego, takie nowe spojrzenie na Virginia City. Tobie ciągle się coś przydarza, bywa, że pół miasta się z tego śmieje. Opiszesz to, trochę pozmyślasz i gotowe. Mam ostatnio trochę kadrowych kłopotów. Zanim zjawi się jakiś nowy redaktor jakoś muszę sobie radzić. Co ty na to?
- Zapłacisz mi dzisiaj? Całe 150 dolarów?
- Tak, ale musisz mi obiecać siedem tekstów w najbliższy weekend, tak żebym je miał na cały tydzień. I pomożesz mi dzisiaj w redakcji. We dwóch do wieczora się wyrobimy, nie będę musiał pracować całą noc. To jak będzie?
- Zgoda. - W tej chwili Joe nie zamierzał się zastanawiać, jakie zdanie miała panna Abigail na temat jego wypracowań i co mówił o nich Adam. W końcu człowiek kiedyś dorośleje, wszystko się zmienia. Styl pisania również, a to zupełnie co innego, gdy się pisze za pieniądze. Że też panna Abigail na to nie wpadła?


Był już późny wieczór, wykończony psychicznie i fizycznie Joe wreszcie opadł na fotel przy kominku w Ponderosie. Na lśniący fotel, jak zdołał zauważyć. Zapłacił Chińczykom uczciwie za uczciwą pracę. Nie miał sobie nic do zarzucenia. Przemknęło mu tylko przez głowę, że może sprzątając Ponderosę od rana byłby teraz trochę mniej zmęczony. Szybko jednak przegonił te głupie myśli. Przyznawanie się do błędów nie leżało w jego naturze. Nie ma co siedzieć, lepiej iść spać. Skonany padł na łóżko w swoim pokoju i przespał do rana.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 22740
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:53, 21 Sie 2012    Temat postu:

I juz jestem ciekawa dalszego ciągu... Jestem pewna, że Joe coś napisze, od czego szczęka Benowi opadnie i będzie znów musiał wymyślęć coś wychowawczego dla najmłodszej pociechy SmileSmileSmile Kiedy dalszy ciąg?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:59, 21 Sie 2012    Temat postu:

Najmłodsza pociecha musi sobie jakoś radzić a że wcale nie jest przy okazji najgłupsza, to może jakoś wybrnie z sytuacji. Laughing .

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 22740
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:25, 21 Sie 2012    Temat postu:

Joe jest bardzo sprytny, ale czesto przelicza się, i ma problemy. Radzi sobie jednak... przeważnie...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:30, 21 Sie 2012    Temat postu:

Część III


W południe obudziło go szarpanie za ramię. Usłyszał rżenie koni przed domem a nad sobą zobaczył pochylonego Pa. „O co mu znów chodzi? Przecież wszystko lśni”, zdążył tylko pomyśleć zanim usłyszał:
- Joseph, kto śpi w moim łóżku? - Ten głos nie wróżył niczego dobrego.
- Jak to, kto? Ty, Pa. Nikt inny, o ile mi wiadomo...
- Joseph. Wstałem skoro świt, jechaliśmy kilka godzin, jestem zmęczony i głodny. To nie jest najlepsza pora na żarty.
- Jakie żarty?
- Chodź ze mną Joseph.

Joe wolał nie czekać. Zerwał się z łóżka i poszedł za tatą do jego sypialni. Tam stali już Adam i Hoss z głupimi uśmiechami na twarzach.
- Mówiłem ci, Pa. To przecież Joe. - Adam uśmiechał się z odrobiną wyższości. - Zostawisz go na chwilę bez opieki a znajdziesz obok niego...
- Nie teraz, Adam. - Ben uciął krótko. Potem popatrzył na najmłodszego syna. - Joe, czekam na wyjaśnienia.
Joe podążył za wzrokiem Pa i aż zaniemówił z wrażenia. W łóżku leżała śliczna, młoda dziewczyna. Spała z włosami rozrzuconymi na poduszce. Joe nie mógł wzroku oderwać. Była cudowna.
- Skąd ją wziąłeś, Pa? - w głosie Joe pojawiło się coś, jakby podziw dla rodzica.
- Właśnie tego próbuję się od ciebie dowiedzieć, Joseph. Co ona robi w moim łóżku?!
- Właśnie, braciszku, dlaczego ona nie leży w TWOIM łóżku?
- Hoss!!! - Można krzyczeć też szeptem. Hoss właśnie się o tym przekonał słysząc głos Bena. - Wyjdź natychmiast! I niech ja tego więcej nie słyszę!
- Yes, sir. - Hoss wycofał się niechętnie, ale tylko za próg. Za nic w świecie nie przegapiłby dalszego ciągu.
- Więc?
- Nie wiem, Pa. Ja jej tu nie kładłem.
- Ale byłeś wczoraj w domu?
- Jasne, Pa.
- I to nie jest twoja... to znaczy... twój gość?
- Ależ skąd! Pierwszy raz ją widzę! Daję słowo, Pa! Nie sądzisz chyba, że ja...
Wzrok Bena mówił jasno, co sadzi. Zapytał jednak spokojnie:
- To jak ona się tu dostała?

Te pytania zaczynały zmierzać w złym kierunku. Zdecydowanie najbezpieczniej wyprzeć się wszystkiego, najmniejszego nawet związku z tą sprawą.
- Nie wiem, Pa. Spałem.
- Pa, tak się niczego nie dowiesz. - Adam był realistą i znał dobrze swojego brata. - Myślę, że trzeba ją obudzić. Wszystko nam powie, w przeciwieństwie do Joe...
- Panienko! Proszę pani! - Ben nie wiedział, która forma będzie odpowiedniejsza, więc na wszelki wypadek zastosował obie.

Dziewczyna obudziła się, otworzyła oczy i ujrzała nad sobą trzy męskie twarze. Całkiem ładne, jak zdążyła zauważyć. I jeszcze zza framugi wychylała się czwarta, z najbardziej rozanieloną miną jaką kiedykolwiek widziała. Twarze spoglądały wyczekująco. Na co czekały, dziewczyna nie umiała zgadnąć. Rozbawił ją jednak wyraz tych twarzy i zaczęła chichotać.
- Panienko, co panienka robi w moim łóżku? - Benowi nie było do śmiechu.
- A, to pańskie łóżko? Bardzo wygodne. Bardzo dziękuję za nocleg.
- Kim pani jest? I co pani tu robi?
- O, nie przedstawiłam się. Jestem Lucy, przyjechałam do Joe.
Wszystkie męskie pary oczu zwróciły się na najmłodszego Cartwrighta. Małemu Joe zrobiło się gorąco, mimo że stał boso.
- Co?! - Benowi też zrobiło się gorąco. Poczuł, że musi natychmiast usiąść.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ania2784
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 23 Cze 2012
Posty: 4040
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 13:44, 21 Sie 2012    Temat postu:

To jest świetne! I dlaczego przerwałaś w najlepszym momencie? Tak się nie robi! Strasznie jestem ciekawa co dalej. SmileSmileSmile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 22740
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:47, 21 Sie 2012    Temat postu:

Cały Joe, piekna dziewczyna... dom wysprzątany a on nic nie wie... Kiedy ciąg dalszy? I co z tymi artykułami w gazecie?
Czekamy!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewelina dnia Wto 21:53, 21 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:49, 21 Sie 2012    Temat postu:

Część IV


Joe przebierał się w swoim pokoju. Już się uspokoił po gorączkowym przeczesywaniu pamięci w poszukiwaniu mglistego bodaj wspomnienia. Uspokoił się, że nie zapomniał jednak takiej dziewczyny. Tych rudych włosów, pięknych loków.... jak można mieć taką burzę włosów na głowie? Cudowne... Joe marzyłby pewnie jeszcze długo gdyby nie Hoss, który, już przebrany, wszedł do jego pokoju. Hoss ubierał się zdecydowanie najszybciej z braci.
- Joe? Przede mną nie musisz udawać. Jak ta dziewczyna się tu znalazła?
- Mówiłem prawdę, Hoss. Nie mam pojęcia. Ale zaraz idę jej pomóc w kuchni, więc wszystkiego się dowiem.
- Nie zmyślaj, Joe. Przecież nie wleciała przez komin. Chyba, że nie było cię wczoraj w domu...
- Ależ, oczywiście, że byłem. Czepiasz się, Hoss.
- Może się czepiam, Joe. Ale na twoim miejscu przygotowałbym sobie odpowiedzi na takie pytania.

Na razie Lucy wyjaśniła tylko, skąd się wzięła w tej okolicy. Bardzo bała się o swoją babcię, która przyjechała aż z Irlandii, żeby odnaleźć swojego syna. Babcia była już stara i nie powinna podróżować sama. Lucy i jej brat postanowili pojechać za nią. Nie zastali już Nellie Lynch w Virginia City. Tam jednak jej brat wdał się w małą bójkę i teraz jest pacjentem doktora Martina. Nic mu pewnie nie będzie, ale doktor uparł się na parę dni obserwacji. Lucy postanoowiła sama poszukać babci, żeby nie tracić czasu. Bardzo miły szeryf poinformował ją, że ostatnio Nellie była gościem Ponderosy a Mały Joe woził ją po okolicy. Postanowiła więc zapytać o nią Małego Joe. Skoro ją woził, to powinien coś o niej wiedzieć. W Ponderosie zastał ją wieczór, zasnęła zmęczona, za co bardzo przepraszała. Kwestia, jak dostała się do domu niezauważona przez Joe, pozostała na razie niewyjaśniona. Wszyscy byli zmęczeni i brudni. A przede wszystkim głodni. Lucy zaproponowała, że ona przygotuje posiłek. Właściwie to się uparła a panowie też zbyt gorliwie nie protestowali. Przestali też zadawać kłopotliwe pytania, co bardzo było Małemu Joe na rękę. Wiedział jednak, że taki stan nie będzie trwał wiecznie. W ramach przygotowywania odpowiedzi na pytania, jakie sugerował Hoss, Joe poszedł do kuchni. Przy piecu krzątała się Lucy.
- Pomóc ci?
- Jeśli chcesz. Miło się gotuje w takiej czystej kuchni. Pan Cartwright mówił, że to twoja zasługa.
- Wyprowadziłaś go z błędu?
- Nie musiałam, nie pytał mnie o to. Zrozumiałam, że tak będzie lepiej.
- Tak jest o wiele lepiej. - Joe popatrzył w wielkie, zielone oczy. - Jeśli jeszcze mogłabyś nie pamiętać o jakichkolwiek Chińczykach, których tu wczoraj widziałaś...
- Już nie pamiętam. Ale ktoś musiał mnie tu wpuścić, Joe. Pomyślałeś o tym?
- To już wolę otwarte na oścież drzwi, które zostawiłem przez nieuwagę.
- Właściwie to będzie prawda, drzwi były otwarte na oścież i szorowało je dwóch Chińczyków.
- Tego już nie musisz dodawać.

Tymczasem w salonie toczyła się inna rozmowa. Najbardziej było słychać Hossa, który do tego chodził i machał rekami.
- Pa, dlaczego ona nie może z nami zostać przez parę dni? Tylko do powrotu Hop Singa. Gotuje, zajmie się domem, przyda nam się.
- Hoss, to młoda dziewczyna, nie może tak po prostu z nami zamieszkać.
- Dlaczego? Gdyby była stara, to by mogła?
- Hoss, nie o to chodzi.
- A o co?
- O to, że... że... to nie wypada i już.
- A jak będzie mieszkać w hotelu w Virginia City, sama, to będzie lepiej? Bez żadnej opieki? Pa, nie możesz jej tak zostawić. Możesz ją traktować jak swoją siostrzenicę. Przecież rodzinę można gościć we własnym domu...
- Hoss, mam już dość tej dyskusji. - Ben siedział na biurku. Popatrzył na Adama, który siedział obok i właśnie zamierzał coś dodać. Adam ledwo zdążył usta otworzyć, gdy usłyszał: - A ty się nie wtrącaj.

Niewtrącanie się nie wyszło Adamowi najlepiej bo zaraz zaczął jeszcze raz:
- Pa, a jeśli wszyscy obiecamy ci, że będziemy ją traktować, jak naszą kuzynkę? I to taką z bliskiej rodziny?
- A dotrzymacie słowa? - Ben sceptycznie podszedł do tego pomysłu.
- Zawsze dotrzymujemy. To będzie kuzynka, nic więcej.
- Adam, dobrze wiemy, że to nie jest wasza kuzynka i nic tego nie zmieni.
- Oj, Pa. Nigdy niczego nie udawałeś? Przecież wiesz, że jak obiecamy, to dotrzymamy słowa. Nawet, jeśli to będzie baaaardzo trudne.
- No, dobrze, ale tylko do końca tygodnia. Trzy dni, nie więcej. Trzy dni. Potem ten jej brat pewnie już stanie na nogi i doktor go wypuści. No, to słucham.
- Dobra, obiecuję.
- Jak też obiecuję, Pa.
- Coś mnie ominęło? - zapytał Joe, który właśnie wyszedł z kuchni z wazą z zupą.
- Musisz obiecać, że będziesz traktował Lucy jak swoją kuzynkę. Bardzo bliską kuzynkę.
- Co?!!! - Joe popatrzył na nich nic nie rozumiejąc.
- Lucy jest od teraz naszą kuzynką... to znaczy, że masz się zachowywać.... - Hoss zaczął łagodnie uświadamiać brata.
- Kto to wymyślił?!!! - Tak mógł wyglądać mord w oczach. W pięknych oczach Małego Joe. W głosie też co nieco dało się rozpoznać. - Kto wpadł na ten pomysł?!!!
Adam przezornie schował się za biurko Bena. To dawało większe pole do manewru. Tym bardziej, że Joe odstawił już wazę i teraz stał niczym rozjuszony byk.
- To twój pomysł, Adam? - zapytał Joe a nie doczekawszy się odpowiedzi wycedził przez zęby: - Zwariowałeś???
- Joe, czy to stanowi dla ciebie jakiś problem? - zainteresował się Ben patrząc cierpliwie na Małego Joe. Przywykł już do tego, że jego najmłodszy syn potrzebuje więcej czasu na decyzję. Muszą minąć emocje i potem Joe jest gotowy do poważnych rozmów. Teraz Ben też postanowił poczekać. Mały Joe to jednak rozsądny chłopak.

Rozsądny chłopak tymczasem stał z rękami na biodrach i dzikim wzrokiem wpatrywał się w Adama. Adam poczuł się trochę niepewnie pod tym spojrzeniem, ale nie przyznałby się do tego nigdy w życiu.
- Joe? - zaczął delikatnie Hoss. I też zastygł wpatrzony dla odmiany w swojego młodszego braciszka. - Joe? Obiecasz? - Hoss zaczynał tracić cierpliwość. - No, obiecasz, czy nie?!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 22740
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:57, 21 Sie 2012    Temat postu:

No i? Kiedy ciąg dalszy? Urywasz w najciekawszym momencie! Biedny Joe, taki amant, podrywacz, a tu kuzynka!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ania2784
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 23 Cze 2012
Posty: 4040
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 22:06, 21 Sie 2012    Temat postu:

Wygląda na to, że Joe chyba nie ma wystarczająco silnych argumentów na "rozmowę" z Hossem. Więc chłopaki będą mieli nową kuzynkę. Smile Ciekawe, czy Joe będzie próbował zemścić się za ten pomysł na Adamie? Ciąłg dalszy koniecznie by się przydał. Kiedy będzie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Rika
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 20 Sty 2012
Posty: 4854
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:10, 21 Sie 2012    Temat postu:

Własnie nie mogę się zdecydować, czy powinien obiecać. Laughing . Hoss myśli przede wszystkim o jedzeniu ale Joe pewnie nie...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 22740
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:18, 21 Sie 2012    Temat postu:

Jak tata nalega, to musi obiecać, czy chce, czy nie. Inna rzecz, czy dotrzyma SmileSmileSmile

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ewelina dnia Wto 22:18, 21 Sie 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 15672
Przeczytał: 11 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:20, 22 Sie 2012    Temat postu: The Auld Sod - i coś jeszcze.

Urocza dziewczyna w Ponderosie sama z czterma facetami.
Zostanie na dłużej ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza -odcinki -fanfiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 1 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin