Forum www.bonanza.pl Strona Główna www.bonanza.pl
miłośnicy serialu Bonanza
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bonanza -próby literackie
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza forum / Fanfiction / Opowiadania Zoriny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:25, 25 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Gina oglądała na wystawie sklepu w Carson City ,zieloną muślinową sukienkę z bufiastymi rękawami. Zastanawiała się ,przez chwile jak by wyglądała w czymś takim .

Odwróciła się i zobaczyła doktor Susan Cartwright.
-Dzień dobry pani doktor.
-Dzień dobry odparła Susan z uśmiechem. Odwiedzałam panna Bretona i postanowiłam wpaść do tutejszej modystki pani Wilbur. Ładna sukienka ,prawda ?
-Nie interesuje mnie sukienki rzekła Gina. Po za tym tata mówi ,że kobiety za dużo uwagi poświęcają fatałaszkom.
-Ach tak zrozumiała Susan. Powiedz ,swojemu ojcu , żeby wpadł do mnie do szpitala ,jak będzie w Wirginia City . Chce z nim porozmawiać .
Dziewczyna uważnie przyglądała się Susan ,ubranej w , ,szarą ,organdynową ,suknie. Szyku dodawał lekarce kapelusz z kogucich piór. Kobieta trzymała w ręku różową parasolkę ,która chroniła od wiatru i słońca .Była piękna i czarująca ,wysoka z tym orlim nosem lekko spłaszczonym na końcu i miała bardzo kobiecą figurę ,ani nie za szczupła ani za gruba ,taka w sam raz .
Koło oczu i ust Susan Cartwright ,można było zobaczyć już pierwsze zmarszczki ale miała ciągle promienny uśmiech młodej dziewczyny i ten figlarny błysk w oku ,który świadczył o dużym poczuciu humoru.
Susan weszła do sklepu by zamówić nowy kapelusz u pani Wilbur. Pani Wilbur ,była mądrą ,starą kobietą ,która znała się nie tylko na kapeluszach ale umiała doradzić jak upiec placek ze śliwkami i wysłuchać ,gdy ktoś miał złamane serce.
Była to żwawa ,osoba ,która upinała swoje włosy w starannie zrobiony ,siwy koczek.
Sklep ten był typowym sklepem w małym miasteczku na Dzikim Zachodzie. Nad zielonymi drzwiami ,wisiał mały dzwoneczek ,który zwiastował przybycie nowych klientów. Na środku stał pękaty piec ,obok wielki słój z kuszącymi cukierkami. Można tu było kupić prawie wszystko od proszka do czyszczenia zębów,po naboje do rewolwerów .
Obok tanich sosnowych trumien ,leżały porcelanowe nocniki ,siodła ,strzelby i uprzęże . Panie kupowały również chusteczki do nosa ,mufki i przybory do szycia.

Szpital w Wirginia City ,który Adam zaprojektował w stylu gotyckim był białym budynkiem ,gdzie nad drzwiami wisiała dumna tabliczka Doktor Susan Cartwright.
Przy prowadzeniu szpitala pomagał Susan doktor Martin i asystentka ,panna Karina Wenzel.
Karina miała w sobie delikatność kwiatu wiśni ,a równocześnie upór i nieustającą ,chęć,czytania ,poznania ,zrozumienia. Dobrze rozumiały się z Susan ,która także była molem książkowym ,dla której książki były tym czym woda dla spragnionego dla pustyni jeźdźca.
Samo wnętrze szpitala nie przedstawiało się zbyt bogato,kilka łóżek na górze i dole. Susan trzymała lekarstwa i słuchawki w swojej czarnej ,skórzanej torbie ,z którą prawie się nie rozstawała ,a często przecież jeździła do porodów i śmierci. Była znakomitym chirurgiem ,słynęła z opanowania i precyzji.
Usłyszała pukanie do drzwi i poszła otworzyć. Na domową ,prostą ,czarną ,sukienkę nałożony miała biały fartuch.
Billa Anderson. ,przyszedł tak jak się spodziewała. Był to przystojny ,szpakowaty ,mężczyzna ,który lekko utykał na prawą nogę ,kilka lat temu został postrzelony w banku ,gdzie dokonywano napadu.
Choć pozornie surowy i zasadniczy ,miał dobre serce ,poczucie humoru i dystans do samego siebie. Ubrany w typową ,farmerską ,kraciastą koszulę i spodnie ,przejawił lekki niepokój ,czemu pani doktor chciała z nim rozmawiać. Ale umiarkowany niepokój.
-Chciałam z panem porozmawiać na temat Giny zaczęła Susan ,przypatrując się uważnie swojemu rozmówcy. Ona dorasta ,niedługo będzie kobietą a pan ją ciągle ubiera jak chłopca.
-Giny nie dało by się zmusić by nosiła sukienki rzekł Anderson obronnym tonem.
-Nie chodzi o to by zmuszać ,można jednak coś delikatnie zasugerować odparła Susan.

Farma Andersona ,nie była duża ,liczyła zaledwie dwadzieścia akrów.
Miał krowy ,konie ,kury i psa.
Dom był dzięki staraniom Doroty ,czysty i schludny ale nie można go było nazwać przytulnym. Brakowało ciepła ,które odeszło wraz ze śmiercią Nelly Anderson.
W środku stały lichę sosnowe,sprzęty.
Budząc się rano Gina widziała pod oknem wielkie ,dumne ponure sosny,typowe dla tego krajobrazu . Choć nie zdawała sobie sprawy z tego ,miłość do tej ziemi miała we krwi ,była wnuczką pionierów ,którzy walczyli z Indianami ,budując u podstaw nowy kraj.
Bill usiadł na fotelu i zastanawiał gdzie popełnił błąd.
Zamiast upragnionego syna pojawiła się na świecie dziewczynka ,a jego żona zmarła przy porodzie. Kochał córce ,choć nigdy jej o tym nie mówił.
Może to był błąd i jego córka przez to wstydziła się tego ,że jest dziewczyną ?
Albo żona Cartwrigthta ,przejawiała typową dla tej rodziny chęć rządzenia całym światem i ustawiania wszystkich wokół,według własnych zasad ?


Gina zdziwiła się mocno ,gdy ojciec zawołał ją do swojego pokoju na górę. Jeszcze większe zdumienie wprawiło ją to ,że na łóżku leżała sukienka ,ta zielona sukienka z wystawy sklepowej.
-To mój prezent dla ciebie powiedział ojciec. To nieważne, jak będziesz ubrana i tak cię kocham. Jesteś taka podobna do matki.
Zdziwił się ,widząc łzy w oczach najmłodszej córki ,Gina nigdy nie płakała ,nawet jako niemowlę.

Ponderosa była jasnym ,pełnym ciepła domem zbudowanym z sosnowego drewna. Na poręczy schodów ,na której ciągle mimo swojego wieku Joe i Hoss lubili czasem zjeżdżać,wisiał nie wiadomo czemu tam ustawiony ,paskudny ,czerwony dywanik .
Przyjęcia w Ponderosie to zawsze były udane zabawy ,z muzyką ,tańcami i piciem ponczu. Większość panów była bardziej zainteresowana ,tą wielką beczką z ponczem niż strojami swoich partnerek.
Nataniel czuł się nieco dziwnie z ostrzyżonymi na krótko włosami ,bez swojej indiańskiej skórzanej kurtki i tomahawka . Był ubrany w białą elegancką ,plisowaną koszulę i ciemne tabaczkowe spodnie ,buty miał staranie wyczyszczone ,aż lśniły.
Odwrócił ,gdy ktoś go stuknął w plecy. Nie wierzył własnym oczom .
Stała przed nim śliczna ,dziewczyna z kunsztownie upiętą fryzurą. Miała na sobie zieloną ,muślinową sukienkę ,która bardzo pasowała do ciemnozielonych ,kocich oczów. Na nogach miała satynowe pantofelki. Jej usta były czerwone jak maliny ,delikatne i kuszące zarazem. W ogóle tchnął z niej romantyzm i poetyczna zaduma ,jaka powinna cechować dziewczynę ,zwłaszcza ładną .
-Co tak nic nie mówisz ?spytała Gina.
-Słów mi zabrakło odparł Nataniel. Nie wierze ,że mogłem się tak pomylić i wsiąść cię za chłopka .
Dziewczyna uśmiechnęła się ,pokazując w uśmiechu swoje białe jak perły zęby.
-Zatańczymy ?zaproponował Nataniel.
-Z przyjemnością zgodziła się Gina.
Wziął ją za rękę i zaczęli wirować w rytmie ,jakieś wesołej ,skocznej melodii.
-Nieźle tańczysz zauważyła dziewczyna.
-U Indian jest trochę tańców ,taniec deszczu ,wojny ,śmierci. A może byśmy wyszli na świeże powietrze ?
Jezioro w świetle księżyca, wyglądało wyjątkowo pięknie.
-To kicz to co teraz powiem ,ale jest tu wyjątkowo pięknie stwierdziła Gina po chwili milczenia i podziwiania widoków.
-Kiczem będzie zakończenie tego rozdziału ,czyli nasz pocałunek odparł Nataniel.
-Pocałunek w świetle księżyca,jakie to banalne rzekła Gina ,popchnęła Nataniela i wpadł do jeziora.
-Czemu to zrobiłaś wariatko ?
-By zakończenie nie było kiczowate stwierdziła dziewczyna ,śmiejąc się. Nataniel wyszedł z wody był cały mokry a w jego oczach ,zauważyła ,chęć mordu. Gina pojeła ,że trzeba się ewakuować ucieczką ,zanim ją złapie i przetrzepie jej skórę.
W ciemności jednak ,zawadziła suknią o jakiś krzaczek i upadła.
-Cholerstwo z tą sukienką rzekła.
-Nie wyrażaj się wulgarnie zwrócił jej uwagę Nataniel. Pomógł jej wstać a następnie ręką chwycił ją za szyję ,tak mocno ,że bała się ,że chce ją udusić jak kurczaka. A nie udusił ,tylko pocałował prosto w usta.
Pocałunek był bardzo elektryzujący. Gdy Nat ją puścił ,Gina stała zmieszane a jej oczy błyszczały w świetle księżyca,jak dwa małe diamenciki. Policzki jej oblekły się purpurą.
- Powinnam cię spoliczkować za to.
-Gdybyś naprawdę chciała to zrobić ,już byś to zrobiła odparł z uśmiechem. Jesteś wariatką ale cię lubię ,bardzo i nigdy się tak dobrze nie bawiłem jak dzisiaj.
-Ja też cię lubię odparła Gina z głębi duszy .
-Nareszcie się zgadzamy powiedział Nataniel.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Sob 10:39, 26 Paź 2013, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:32, 25 Sie 2013    Temat postu:

Ta sukienka, to chyba ukłon w stronę Ani z Zielonego Wzgórza Smile Jednak Nataniel i Gina się polubili. Ciekawe, czy zostaną ze sobą, czy jednak coś ich rozdzieli.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 19:43, 25 Sie 2013    Temat postu:

Widzę, że jednak Nataniel nie jest wykapanym ojcem, ma też coś z wujka Joego - szybko przechodzi do czynu, a nie jak Adam - kobieta mu "namiesza w głowie" i nie wie biedaczek co zrobić. Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
AMG
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 15:05, 26 Sie 2013    Temat postu: Re: Bonanza -próby literackie

zorina13 napisał:
Na poręczy schodów ,na której ciągle mimo swojego wieku Joe i Hoss lubili czasem zjeżdżać


Shocked Hoss? Shocked

A tak po cichu, to ja lubię ten dywanik Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:21, 26 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Faktycznie ,nieco przesadziłam z tym Hossem zjezdzającym po poręczy.
Co myślisz o Ginie ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
AMG
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 15:53, 26 Sie 2013    Temat postu:

Czekam, jak się rozwinie Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:41, 27 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Na piknik Gina założyła białą ,batystową,letnią sukienkę z pomarańczowym paskiem. Na głowie miała subtelny ,słomkowy kapelusik z niebieską wstążką.
Posilili się dobrze ,bo w koszu piknikowym,była pierś z kurczaka ,kanapki z kotleta z bawołu i krucha szarlotka. Gina zdjęła kapelusz i pozwoliła by promienia słońca muskały jej twarz.
Rozłożyli kocyk na trawie ,obok starej sosny.
-Co za piękny dzień westchnęła dziewczyna z zachwytem patrząc na słoneczne ,bezchmurne niebo . Ale dodała po chwili z lekkim żalem ,muszę już chyba wracać ,bo idę do pracy.
Nataniel pomógł wsiąść jej do bryczki ,a później wysadził pod sklepem w Carson City ,gdzie Gina pracowała w czasie wakacji .
Wiedziała ,że pani Garson obserwuje ich przez okno.
-To był bardzo miły dzień panie Cartwright rzekła nieco oficjalnym tonem ,starając się nadać swojej twarzy wyraz ,młodej dystyngowanej damy. Dziękuje.
-To ja dziękuje panno Anderson odparł Nataniel a w jego oku pojawiła się ciepła iskierka. Wsiadł do bryczki i odjechał.

Gina lubiła pracę w sklepie ,każdego klienta witała miłym uśmiechem ,z niektórymi wdawała się w pogaduszki na temat pogody. Nie lubiła tylko jednej osoby i trudno było jej to niechęć ukryć pod płaszczykiem dobrych manier.
Beryl Sanders była córką dyrektora banku w Carson City. Była to ładniutka dziewczyna z burzą ,kręconych złocistych włosów. Miała jasną cerę i oczy niebieskie jak niezapominajki.
Śliczna jak laleczka ,była próżną ,złośliwą osobą ,skoncentrowaną tylko na sobie.
Przychodziła do sklepu i codziennie kupowała nowy kapelusz ,a przy okazji tym swoim słodziutkim tonem wypowiadała najbardziej jadowite uwagi.
-Nataniel Cartwright zaprosił cię na piknik zauważyła zwracając się do Giny. W tej uwadze,Gina dostrzegła lekko nutkę zazdrości .
-Owszem potwierdziła Gina ,zastanawiając się do czego Beryl zmierza.
-Na twoim miejscu uważałabym na niego powiedziała Beryl znaczącym tonem ,mocno akcentując każde słowo . Całuje dziewczyny,a później o tym zapomina . Mnie kiedyś całował a teraz udaje ,że mnie nie zna .
Beryl z satysfakcją odnotowała ,że jej słowa zrobiły na Ginie wrażenie. . Beryl widząc to uśmiechnęła się złośliwie pod nosem ,po czym wyszła ze sklepu ,zapominając nawet o kupnie nowego kapelusza.

Gina przeskakiwała przez wąwóz ,tak samo jak za pierwszym razem gdy poznała Nataniela. Była w białej koszuli i tweedowych spodniach ,jechała na oklep ,bez damskiego siodła.
-Mówiłem ci ,że to niebezpieczne zaczął chłopak.
-Daj mi spokój warknęła dziewczyna przez zaciśnięte zęby.
-Coś się stało ?spytał przypatrując jej się uważnie. Jesteś zła zauważył .
-Nie odparła Gina z przekąsem w głosie ,jestem wręcz pijana ze szczęścia,że mój przyjaciel całuje takie flądry jak Beryl Sanders .
- To ona mnie całowała sprostował z pewnym jak się wydawało Ginie ,zadowoleniem w głosie.
-A wiec to prawda Gina spojrzała na Nataniela z nieukrywanym żalem. Myślałam ,że jesteś inny ,ale wszyscy jesteście tacy sami.Może jeszcze uważasz ,że jest ładna ?
-Brzydka nie jest stwierdził młody Cartwright ,doprowadzając dziewczynę do jeszcze większej irytacji.
-Zawsze wiedziałam ,że jesteś idiotą. Ale nic mnie to nie obchodzi.
-Skoro cię nie obchodzi ,to czemu się wściekasz ?
-Nie wściekam się powiedziała Gina.
-Jesteś zazdrosna odkrył Nataniel.
-Nie bądź taki zarozumiały odparła dziewczyna. Dlaczego miałabym bym być zazdrosna o ciebie ?
-Bo zakochałaś się we mnie.
-Palant stwierdziła Gina.
-Tak jak ja w tobie dokończył chłopak. Jedziemy Piorun.

Gdy był już za zakrętem ,zakurzonej drogi gdy usłyszał ,że ktoś go woła. Jechała za nim.
Jej brązowy koń Czarodziej był bardzo szybki ,ale nie mógł się równać z Piorunem .
-Co mówiłeś ? O tym zakochaniu ? spytała wpatrując się w niego swymi ciemnozielonymi oczami.
-Że jesteś dla mnie bardzo ważna wariatko ,nie wiem czy nie najważniejsza powiedział Nataniel Cartwright.
Dziewczyna milczała a jej twarz zupełnie tak jak w bajkach ,z białej stała się różana.
-A Beryl ? spytała po chwili.
-Beryl nic mnie nie obchodzi ,zależy mi tylko na tobie rzekł chłopak z typową dla siebie stanowczością i pewnością wypowiadanych sądów.
-Dlaczego mam ci wierzyć ?odparła Gina.
-Mam kilka wad ale na pewno nie należy do nich skłonność do kłamstwa stwierdził Nataniel.
To był niepowtarzalny fakt ,nie urodził się jeszcze Cartwright ,który byłby tchórzem ,kłamcą czy mordercą. To była rodzina składająca się z silnych osób o niezłomnych,charakterach .

Wirginia City wydawała się miniaturką przy olbrzymiej ziemi Bena Cartwrigta. Gdzieś za tymi drzewami sięgającymi nieba i zielonymi wzgórzami było miasteczko ,gdzie była szkoła ,kościół ,sklep,ratusz ,bank ,saloon i więzienie.
Tutaj jednak można było o tym świecie ,zapomnieć i wzdychając to czyste powietrze ,patrząc na jezioro ,które migotało diamentowym pyłem ,czuć ,że jest się blisko Boga.
Może nawet lepiej niż w niebie ,bo nawet niebo nie mogło się równać z Ponderosą.
Ta ziemia jak mawiał Ben Cartwrigt ,była przyszłością dla jego dzieci i wnuków ,wartością stałą ,o którą warto walczyć i nawet umrzeć w jej obronie.
Nataniel czuł na wpół świadomie ,że tą miłość ,do tej ziemi ma wszczepioną we krwi.
Ta ziemia dawała niesamowitą siłę i kształtowała charakter jego mieszkańców ,byli twardzi ,surowi ale szlachetni jak kryształ.
Nad błękitnym niebem przelatywały białe jak jednorożce chmurki. Z oddali było widać i słychać kowboi ujeżdżających konie i pasających krowy .
Tam był też dom do którego się wracało ,pełen ,śmiechu ,żartów i miłości. Ciepły i serdeczny ogrzewał nie tylko członków rodziny ale każdego ,kto był zagubiony ,samotny ,nieszczęśliwy i potrzebował pomocy.
-Jak tu wspaniałe stwierdziła Gina. Chciałeś mi to pokazać by powiedzieć ,że jak będziesz starszy zbudujesz nową Ponderosę.
-Nie do końca rzekł Nataniel po namyślę. Wiem ,że będę chciał stworzyć taką rodzinę ,jaką stworzył dziadek ,która zawsze może na sobie polegać,skończę studia ,zostanę architektem ,tak jak mój ojciec. Swą przyszłość widzę ,bardzo wyraźnie.
-Zazdroszczę odparła Gina. Nie wiem co będę robić za rok albo dwa . Doroty tak chce wyjść za mąż i płaczę ,że jest starą panną a ja nie jestem taka pewna ,czy małżeństwo to jedyne szczęście jakie może spotkać kobietę . Może jest jakaś inna droga ,moja droga ,której jeszcze nie odkryłam . Kocham cię ,ale nie wiem czy to nas łączy przetrwa,gdy wyjedziesz na studia .
-Ja nigdy o tobie nie zapomnę Gina rzekł Nataniel. Tego jak wrzuciłaś mnie do jeziora ,pojawiłaś się na zabawie w tej zielonej sukience i dałaś mi w gębę.
-A ty oddałeś i przywaliłeś mnie do ziemi ,myśląc ,że jestem chłopakiem dodała dziewczyna ze śmiechem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:23, 27 Sie 2013    Temat postu:

Uczucie na razie się rozwija. Nie wiem, czy pasują do siebie. Ja jakoś nie widzę jej jako dziewczyny? narzeczonej? Nataniela ... nie wiem, ale oni ... chyba jednak są inni, różnią się. Choć są pewne podobieństwa. Nie wiem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:30, 27 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Też ich nie widzę.
Bo Nataniel ma charakter i wie czego chce ,a ona nie ma wizji jaką drogą chce pójść.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:51, 27 Sie 2013    Temat postu:

On jest taki ... dojrzały, pewny siebie a ona ... chyba sama nie wie, czego chce. Chyba jeszcze jest zbyt młoda, niedojrzała na podejmowanie życiowych decyzji. Nie wiem, już wolałabym dla Nataniela zresocjalizowaną Beryl Smile Ona wie, czego chce, co lubi i jakby nad nią popracował ktoś o silnej osobowości, może zrobiłby z niej kobietę pozbawioną zlośliwości i wrażliwą na problemy innych ludzi. Może warto? Może ona jest tylko rozpuszczona przez rodzinę? Nieodpowiednie wychowanie? Środowisko?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 18:59, 27 Sie 2013    Temat postu:

Eee co wy chcecie zrobić? Nataniela zeswatać z tą złośliwą Beryl? Co wam się w Ginie nie podoba? Ma dziewczyna czas, skoro Nataniel ma na studia jechać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:42, 27 Sie 2013    Temat postu:

On ma silny charakter, może zmieniłby ją. Taka dziewczyna to wyzwanie Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:32, 08 Wrz 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Był to słoneczny dzień na początku jesieni.
Młody kasjer Gill Thomson , siedział za bankowym okienkiem w banku w Carson City. Była to pierwsza praca Gilla i bardzo się przykładał do swoich obowiązków. Był nieśmiałym ,ładnym chłopcem ,który rumienił się i tracił koncept gdy jakaś kobieta się do niego odezwała ,nawet jeśli była wiekową staruszką.
Dzień zapowiadał się bardzo spokojnie ,nie było klientów wiec Gill pogrążył się w lekturze ulubionego kryminału. Strasznie go ciekawiło czy bogatego starego milorda zabiła żona ,kochanek żony czy wydzieczony syn. Każde z nich miało motyw, ale autor ciągle mylił tropy i trzymał Gila i innych czytelników w niepewności.
Gill usłyszał pukanie do okienka i niechętnie wrócił do rzeczywistości.
-Chciałem wypłacić pieniądze ,które mam zawieść farmerom powiedział Nat Cartwright.
-Już powiedział Gill i w tym momencie zobaczył ,że do banku weszła Beryl. Była w sukience w zielone groszki i miała na sobie bardzo twarzowy kapelusz. Uśmiechnęła się słodko w jego stronę a kolana chłopaka zrobiły się dziwnie miękkie.
W drzwiach stanęło nagle trzech zamaskowanych mężczyzn.
-To jest napad powiedział najwyższy z nich wyciągając broń w stronę Gilla.Wypłacaj szybko ,wszystko co masz w kasie ale już. I nie próbuj ,żadnych sztuczek.
Nataniel chciał się ruszyć ,gdy drugi napastnik uderzył go mocno kolbą pistoletu w głowę.Upadł na podłogę.
Beryl ,krzyknęła przerażona,a trzeci z napastników chwycił ją mocno za gardło.
-Cicho bądź paniusiu ,inaczej marnie skończysz powiedział świszczącym szeptem.
Gill wyjmował pieniądze z bajkowego ,czerwonego sejfu. Włożył je do wielkiego worka na mąkę.
-10 tysięcy dolarów powiedział drżącym głosem.
-Dobra ,chłopaki idziemy powiedział przywódca napadu i skierował spojrzenie na kolegę. Puść ją ,musimy szybko uciekać .
Trzech mężczyzn wyszło z banku. W tym momencie w Gilla wstąpiła odwaga a może głupota.
Znalazł pistolet i pobiegł za nimi.
-Oddawajcie pieniądze.
-Bo co nam zrobisz chłopczyku ?
Rozległy się strzały a po chwili Beryl usłyszała tender, końskich kopyt. Gill leżał na środku ulicy ,martwy z przestrzeloną głową .

Doroty Anderson spoglądała na swój zaręczynowy pierścionek. Był śliczny ,otoczony niebieskimi diamencikami.
Nigdy nie widziała czegoś równie pięknego.
-Zasługujesz na same najlepsze rzeczy rzekł John Smith ,obejmując ją czułe.
Był wysoki ,przystojny ,silny i choć znali się krótko ,była pewna ,że to ten jedyny.
-Skąd miałeś pieniądze ? spytała. To musiało kosztować fortunę.
-Pracowałem to tu ,tam i odkładałem każdy cent odparł. Pocałował ją i w tym momencie usłyszeli chrząkniecie.
-Całuje pan moją siostrę ,zepsuje pan jej reputację.
Doroty przesłała Ginie oburzone spojrzenie ,na które młodsza siostra z godnością odpowiedziała .
Niesforny ,ciemny kosmyk włosów opadł na czoło Giny. John przyjrzał jej się z ledwo zamaskowanym zainteresowaniem .
-Właśnie prosiłem o rękę Doroty i zostałem przyjęty wyjaśnił John. Miał charakterystyczną ,ciepłą barwę głosu z akcentem wskazującym na mieszkańca Georgi .
-To wspaniale odparła Gina ,tata się ucieszy ,że wreszcie wyprowadzi się z domu. Ma już swoje lata.
-Gina Doroty jęknęła z udawaną złością ,a po chwili się roześmiała.
-Słyszał pan o napadzie na bank ?spytała Gina a na twarzy Johna pojawił się dziwny wyraz.
-Coś się tam słyszałem odparł.
Wychodząc zderzył się w drzwiach z Natanielem ,który przyjechał do Giny ,wracając z pogrzebu Gilla.
-Przepraszam powiedział ,ustępując mu miejsca.
Nat przyjrzał mu się uważnie.
-Czy my się znamy rzekł a jego zimne ,twarde spojrzenie zdawało się przewiercać na wylot duszę Johna Smitha.
-Raczej nie stwierdził Smith.

-O czym tak myślisz spytała Gina gdy spacerowała z Natanielem. Jesienny spacer polną drogą był bardzo przyjemny. Miło było tak iść ale jego milczenie w którymś momencie ją zaniepokoiło. Nigdy nie był gadatliwy a teraz nawet nie udawał ,że słucha jej paplania.
-O Gilu i o tym ,że zginął niepotrzebnie odparł Nat. I o tym facecie ,który wychodził od twojej siostry. Widziałem go w banku.
-Nat rozumiem ,twoje przygnębienie ale to nie mógł być on.
-Dlaczego nie ?
-To narzeczony mojej siostry odparła Gina.
-A co o nim wiesz ,co ona o nim wie ?
-Nazywa się John Smith ,przyjechał niedawno do Carson City i podejmuje się każdej pracy jako kowboj. Najważniejsze ,że kocha Doroty i chce ją poślubić.
-To jest bandyta. Poznałem go po głosie. On był wtedy w banku
-Zwariowałeś oceniła krótko i surowo Gina.
Na twarzy Nataniela pojawił się dobrze jej znany wyraz uporu i stanowczości. Był pewien ,że miał rację a próby przekonania go ,że się myli były z góry skazane na klęskę.
-Pojadę do szeryfa i powiem o nim powiedział.
-Nie zrobisz mi tego krzyknęła Gina szybciej niż pomyślała. Nie masz prawa rzucać podejrzeń na niewinnego człowieka ,który wkrótce zostanie moim szwagrem.
-To ,że ma zostać twoim szwagrem ,niczego nie zmienia. Dokonał napadu i zginął człowiek. Powinien ponieść karę odparł Nataniel.
Udał się do stajni i wsiadł na Pioruna.
-Jesteś największym ,najbardziej zarozumiałym palantem jakiego w życiu spotkałam. Masz okropny charakter.
-Lepszy okropny niż żaden stwierdził filozoficznie Nataniel i odjechał .
Gina długo stała i patrzyła na zakurzoną drogę.
Nat zawsze robił to co uważał za słuszne i nie oglądał się na innych ,nawet na nią.
John wydawał się bardzo sympatyczny ,traktował kobiety z galanterią niespotykaną w tych stronach.
Niemożliwe ,by dokonał napadu na bank.
Na pewno Nat się myli ale dlaczego tak się upiera przy swoim zdaniu ?
Czy to cecha wszystkich Cartwrightów ,że muszą postawić na swoim ,u niego rozwinięta w najwyższym stopniu ?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 14:21, 08 Wrz 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:54, 08 Wrz 2013    Temat postu:

Bonanzowo i westernowo. Gina i Nataniel pewnie się pokłócą. Podobna historia przydarzyła się Adamowi. Ładne. Mam nadzieję, że sprawa się wyjaśni i morderca poniesie karę. Szkoda tylko tego młodego kasjera Sad

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Odwiedzająca
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 01 Wrz 2013
Posty: 1654
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:39, 08 Wrz 2013    Temat postu:

W charakterze Nataniela tkwi cała kwintesencja Cartwrightów .Niezłomny,o czystym sercu,wierzący w dobro i dążący do sprawiedliwości za wszelką cenę.Nawet jakby miało to zaważyć na jego osobistym szczęściu.
Jeszcze,proszę Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Odwiedzająca dnia Nie 14:41, 08 Wrz 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza forum / Fanfiction / Opowiadania Zoriny Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 3 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin