Forum www.bonanza.pl Strona Główna www.bonanza.pl
miłośnicy serialu Bonanza
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bonanza -próby literackie
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza forum / Fanfiction / Opowiadania Zoriny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 8:48, 27 Lip 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Bonanza -próby literackie
Zainspirowana odcinkiem The Artis

Nataniel Cartwright pewnego dnia wracał do Ponderosy po załatwieniu spraw w mieście. Był na swym czarnym ,narowistym koniu ,którego nazywano Piorunem. Był to dziki mustang ,czarny jak węgiel i tylko Nataniel umiał go ujarzmić .Nataniel był przystojnym ,piętnastoletnim chłopcem o ciemnych włosach i oczach. Szczupły ,wysoki i opalony ,nosił jakieś dziwaczne ,skórzane kurtki z indiańskimi frędzlami a pod kurtką zawsze miał tomahawk,którego nie zawahał by się użyć gdyby była taka konieczność.
Z jego długich włosów mieszkańcy Wirginia City często się wyśmiewali ,ale nigdy w jego obecności. Umiał przeszyć zimnym spojrzeniem i nawet dużo starsze od niego osoby czasem się go bały.
Na zielonej łące ku zdumieniu Nataniela ,błąkał się jakiś koń. Był to biały ,dobrze utrzymany koń.
-Księżycowy Pył ,gdzie jesteś ?
Nataniel teraz zobaczył ładnego chłopca ,mniej więcej w swoim wieku , o brozowych ,kręconych włosach i oczach tego samego koloru. Był ubrany w nieskazitelnie białą ,plisowaną koszulę i eleganckie tabaczkowe spodnie. Nataniel zauważył ,że chłopiec jest ślepy .
-Twój koń jest tutaj odezwał się po chwili. Pomóc ci na niego wsiąść ?
-Nie potrzebuje pomocy odparł chłopiec urażonym głosem. Kim jesteś ?
-Nataniel Cartwrigth.
-Jesteś wnukiem Bena Cartwrigta z Ponderosy ?
-Owszem potwierdził Nataniel.
-Podobno twoja rodzina ,uważa się za władców całej ziemi.
-Nie odparł Nataniel ,nie całej ziemi ale tej małej części,która do nas należy. A ty spytał jak się nazywasz ?
-Stuart Wilson rzekł chłopiec. Mieszkam nad farmie pod Wydmami. Tak nazwał ,dom mój ojciec.

Ojciec Stuarta ,Gary Wilson był sławnym na całym malarzem ,którego obrazy można było podziwiać w wielu prestiżowych galeriach. Zmarł gdy Stuart był małym chłopcem.
Syn odziedziczył po nim talent plastyczny ale dwa lata temu zachorował na zapalenie opon mózgowych i w wyniku choroby stracił wzrok.
Choć badało go wielu specjalistów ,światowej sławy ,żaden nie był w stanie mu pomóc i wszyscy bezradnie rozkładali ręce.
Dom i ogród był staranie utrzymany ,nigdzie nie było śladu kurzu. Becky Wilson nie zatrudniała gospodyni ,robiąc wszystko sama.
Była piękną kobietą ,wysoką blondynką o niebieskich oczach i bardzo jasnej ,mlecznej cerze. Na jej twarzy widać było już pierwsze zmarszczki ,rzadko się uśmiechała.
Zdziwiła się widząc chłopca ,który przyjechał z jej synem ,bo Stuart był samotnikiem ,który stronił od towarzystwa.
-To Nataniel Cartwright.
-Bardzo mi miło rzekła pani Wilson . Upiekłam właśnie szarlotkę ,poczęstujesz się ?

-Twoja mama piecze pyszne ciasta orzekł Nataniel. Chyba nawet HopSing mógł by się od niej uczyć ,bo Susan ciągle wychodzą zakalce.
-Czego ty właściwie chcesz ?spytał Stuart.
-Polubiłem cię i chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić rzekł Nataniel .
-Nie potrzebuje litości od nikogo.
-Przyjaźń to nie litość.
-Nigdy mnie nie zrozumiesz. Ja do końca życia będę kaleką i żadna dziewczyna mnie nie zechce. Ty możesz mieć każdą ,bo jesteś zdrowy i nosisz zaczarowane nazwisko.
-Przestań się wreszcie nad sobą użalać odparł Nataniel ze zniecierpliwieniem . Doceń to masz.
-A co mam ?
-Wspaniałą matkę ,która bardzo cię kocha.
-Jestem dla niej tylko ciężarem ,a po za tym każdy ma matkę.
-Moja mama nie żyje.
-Słyszałem ,że to była indiańska dziewka powiedział Stuart .Nataniel poczerwieniał z gniewu.
-Za to co powiedziałeś powinien cię walnąć.
-To uderz mnie. Ale nie odważysz się ,bo po pierwsze nie wolno bić kaleki ,po drugie jesteś kryształowym Cartwrigtem ,po trzecie.
Nie dokończył zdania gdy dostał w gębę tak mocno ,że aż zadudniło.
-Dziękuje Nataniel. To mi się podoba.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Sob 16:56, 27 Lip 2013, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 12:24, 27 Lip 2013    Temat postu:

Wzruszające i nawiązujące do odcinka The artist. Nie wiem, czy nie powinnaś przenieść go do Fanfiction - kontynuacje odcinków. Ciekawe, czy chłopcy zaprzyjaźnią się?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
AMG
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 3024
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 17:51, 27 Lip 2013    Temat postu:

Chyba już zdążyli się zaprzyjaźnić... Stuart na razie chodzi i narzeka (a kto go w ogóle puścił samego konno?), może Nataniel go zmusi do innego podejścia do życia?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:16, 27 Lip 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Nataniel zaprowadził Pioruna do stajni i na paluszkach przez frontowe drzwi ,wracał do domu. Było już bardzo późno,ale może uda się zmylić tatę i dostać się do łóżka.
Susan wyjechała na kilka dni do swojej matki do San Francisco,wiec przy starciu z ojcem nie mógł liczyć na jej mediację.
Adam siedział w fotelu w bawialni i przeglądał jakoś książkę .
Nataniel był już na schodach prowadzących na górę ,gdy usłyszał wołający go głos.Jego ojciec był ubrany w czerwony ,gruby flanelowy szlafrok a w ręku trzymał lampę naftową.
-O której to się wraca do domu młody człowieku ? I skąd masz to limo pod okiem.
-Mam swoje sprawy odparł Nataniel. I nie mam pięciu lat ,żebym musiał ci ze wszystkiego tłumaczyć.
-Dopóki mieszkasz pod moim dachem ,musisz przestrzegać zasad panujących w tym domu. A w naszej rodzinie zawsze o wszystkim rozmawiamy ,o tym co jest dobre i złe.
Chłopiec milczał ,wpatrując się w niego i widać było ,że o czymś intensywnie myśli .
-Czy usiłowałeś kiedyś pomóc człowiekowi ,który twierdził ,że nie chce niczyjej pomocy ?

Becky Wilson weszła do pokoju w którym, kiedyś była pracownia jej męża i syna. Dzisiaj miał przyjechać znany kolekcjoner sztuki by,kupić jeden z tych obrazów.
Trudna była myśl o o wybraniu jednego i sprzedaniu ,czuła się tak jakby sprzedawała swoje dziecko.
Gary na obrazach uwiecznił ją , gdy była śliczną dziewczyną ,stojącą pod drzewem w zielonej jedwabnej sukience ,zamyśloną ,zakochaną ,szczęśliwą,żonę i matkę .
I te wszystkie miejsca ,gdzie byli razem -San Francisco,Kuba ,Nowy Jork ,Bombaj. Malował wszystko ,ludzi ,zwierzęta ,przedmioty i umiał uchwycić niezwykłość ,ulotność ,czar w banalności za pomocą pędzla.
Co jednak miała z tymi obrazami zrobić ?
Leczenie Stuarta,pochłonęło bardzo dużo pieniędzy ,miała długi. Dopóki żył mąż ,nie zastanawiała się nad tym ,że żyją na wysokiej stopie i to kiedyś musi przeminąć.
-Te malowidła są dużo warte ?
Gill Moore był pracownikiem na farmie. Postawny chłop koło czterdziestki ,który miał twarz zniszczoną od słońca i ciężkiej pracy. Becky nie podobało się ,to że patrzy na nią pożądliwie i brakowało mu uniżonych manier do, których przywykła.
-Kto pozwolił tu panu wchodzić ? odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Sam sobie pozwoliłem odparł Gill nie tracąc rezonu. Przyciągnął ją do siebie ,a język wbił się w jej zęby. Nigdy nie czuła takiego wstrętu ,próbowała się wyrwać a jego ramiona otoczyły ją jak kleszczę.
-Nie udawaj ,że tego nie lubisz powiedział po chwili gdy już puścił. Potrzebujesz mężczyzny ,widzę to.
-Na pewno nie takiego jak ty odpowiedziała kobieta , starając się ukryć swoje zdenerwowanie. Mężczyzna ,którego wybiorę musi być dżentelmenem.
Gill prychnął pogardliwie.
-Ty i twój synek za bardzo zadzieracie nosa. Przyjrzałaś się sobie w lustrze ? Starzejesz się ,za rok dwa ,żaden się na ciebie nie połakomi ,ani dżentelmen ani nawet ktoś taki jak ja .
-Wynoś się powiedziała .Nie chce cię tu więcej widzieć .
-Pożałujesz tego zdziro odparł chwytając ją za rękę tak mocno ,że aż syknęła z bólu. Pożałujesz .

Nataniel i Stuart udali się na majówkę nad jezioro. Towarzyszyła im Peyton. Dziewczyna ślicznie wyglądała w różowej ,muślinowej sukience i białym kapeluszu. Trzymała w ręku bukiet konwalii.
Jezioro migotało diamentowym pyłem ,na niebie przelatywały białe chmurki .
Peyton uważała ,że te białe chmury są jak jednorożce z bajki.
-Gadasz głupstwa stwierdził Nataniel. Zwykle białe chmurki .
-A co jeszcze widzicie ? spytał Stuart.
-Jezioro ,drzewa.
-Jak wyglądają drzewa ?
-Są zielone.
-Jak nadzieja.
-Nadzieja ? zdziwił się Nataniel.
-Każdy kolor ma jakieś znaczenie. Zielony to nadzieja ,czerwony namiętność ,biały czystość i niewinność.
-To fascynujące powiedziała Peyton. Jak wszystko co opowiadasz.

W koszach piknikowym mieli kanapki i ciasteczka z melasą. Śpiewali i wesoło pryskali się wodą .
Chłopcy odprowadzili Peyton do domu.
-Podobasz jej się stwierdził Nataniel.
-Nie opowiadaj głupot zdenerwował się Stuart. Była miła i tyle.
-Nie dla każdego jest tak miła. Znam ją długo i wiem. Połowa chłopaków ze szkoły dała by się pokroić ,za to by poszła z nimi na piknik.
-Przestań mnie pocieszać. Dobrze wiem ,że żadna dziewczyna nie zwróci uwagi na kalekę ,zwłaszcza ładna dziewczyna.
-Jesteś ślepy ,nie tylko dlatego ,że nie widzisz odparł Nataniel.
-Mam cię dosyć. Dlaczego mnie nie zostawisz w spokoju ?
-Mógłbym rzekł Nataniel po namyślę. Nie dziwię ,się ,że nie masz żadnych przyjaciół ,skoro tak wszystkich traktujesz. Tylko ,żal mi twojej matki bo pewnie za chwilę zrobisz znowu coś głupiego jak samotna jazda konno po okolicy.
-Ty cholerny Indiańcu.
-Co za wyszukane słownictwo rzekł Nataniel z uśmiechem. Możesz ,mnie nazwać nawet diabłem tasmańskim i tak mnie to nie ruszy.
Chłopcy doszli do domu Stuarta.
Usłyszał on kroki matki i jakiś męski ,nieznany głos.
Facet trzymał coś w ręku ,coś ciężkiego ,zapakowanego w papier.
-Do widzenia pani Wilson. To była przyjemność ,robić z panią interes.
-Kto to był mamo ?
-Henry Marini,znany krytyk sztuki .Sprzedałam mu obraz twojego ojca.
-Który ?
-Ten ,który przedstawiał wiosnę.
-Mamo ,jak mogłaś.
-Musiałam ,jakiś wybrać.
-Ale jak mogłaś ,sprzedać to co namalował tata.
-Nie najemy się samą sztuką rzekła Becky ,starając się zachować spokój choć głos jej drżał.
-Jesteś strasznie trywialna powiedział jej syn. Nienawidzę cię ,nienawidzę.
Stuart wbiegł do domu.
Becky usiadła na ganku i zaczęła płakać. Poczuła na swoim ramieniu czyjeś dotknięcie.

-Niech pani nie płacze powiedział Nataniel. On tak wcale nie myśli ,tylko tak mówi w złości.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Sob 20:32, 27 Lip 2013, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 22:33, 27 Lip 2013    Temat postu:

No ciekawie, ciekawie, ale czy swatanie piętnastoletniego chłopca nie jest trochę zbyt wczesne? Smile

Czy tylko ja tak mam, że fragmenty będące cytatami mnie śmieszą? Wypowiedzi włożone w inne usta. Taka powtarzalność historii.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:54, 28 Lip 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Stuart usłyszał w sieni ,kroki Gila.
-Co ty tu robisz ? O ile się nie mylę ,moja matka cię wyrzuciła .
-Ale zapomniała mi zapłacić i przyszedłem po swoje odparł Gil.
-Nigdy cię nie lubiłem rzekł Stuart. Zawsze przypominałeś, mi śliskiego węgorza.
-Ja też cię nie lubię powiedział Gill. Gdyby nie to ,że jesteś kaleką ,chyba bym cię zabił.
-Myślisz ,że ja nie umiem się bić ?spytał Stuart.
Gill popchnął go mocno i chłopiec upadł na podłogę. Szarpali się przez chwilę aż Stuart poczuł ,że dłonie Gila coraz mocniej zaciskają się na jego szyi.
W stronę Gila pofrunął nagle jakiś przedmiot ,był to tomahawka Nataniela.
-Jedź do szeryfa Stuart usłyszał głos swojej matki i jej prośba skierowana do jego kolegi . On chciał zabić moje dziecko .
-Poczekajcie powiedział Stuart. To ja go sprowokowałem. Po za tym chce się dowiedzieć ,za co on nas tak nienawidzi ?
-Bo ty i twoja matka wynosicie się ponad innych rzekł Gil. Poniżaliście mnie ,tylko dlatego ,że nie rozumiałem sztuki i nie posiadałem wykwitu waszych manier.

Nataniel i Stuart udali się na przejażdżkę.
-Nie umiem tak ładnie opisywać ,ale dziadek mówi ,że nawet niebo nie może się równać z naszą Ponderosą powiedział Nataniel patrząc na zachwycającą zieleń drzew ,diamentowy pył jeziora i wzdychając powietrze ,którego nigdzie indziej nie było.
-A był kiedyś w niebie ?spytał Stuart uśmiechając się szelmowsko.
Zapadła chwila ciszy.
-Miałeś rację stwierdził Stuart. Myślałem tylko o sobie i o tym jakie nieszczęście mnie spotkało. Nie zastanawiałem się na tym ,że swoim zachowaniem i słowami ranię mamę. Nie wiem, czy kiedyś mi to wybaczy.
-Myślę ,że już wybaczyła i zapomniała o tym rzekł Nataniel.
-Sądziłem ,że Bóg mnie ukarał skazując mnie na życie w Krainie Ciemności. Ale teraz wiem ,że prawdą jest to przysłowie ,że nawet gdy Bóg zamyka drzwi ,to otwiera przed nami okno. Jestem w Krainie Zaczarowanych Dźwięków i choć nie widzę twarzy ,to słyszę wszystko dużo wyraźniej. Dźwięki też mają kolory i duszę.
-Wódz Komanczów,Czarny Niedźwiedź ,mówił ,że wszystko co nas spotyka w życiu ma sens ,tylko nie zawsze od razu rozumiemy jego znaczenie odparł Nataniel.
Na twarzy Stuarta pojawił się ciepły rumieniec.
-Mógłbyś się spytać Peyton ,czy nie wybrałaby się ze mną znowu na piknik ?
-Czemu jej sam o to nie spytasz ?

-Przyjedziesz w niedzielę na szarlotkę Nataniel ?spytała Becky ,gdy chłopiec po zjedzeniu obiadu szykował się do odjazdu.
-Oczywiście odparł Nataniel . Gdyby pani tego nie zaproponowała ,moje biedne serce pękło by z żalu.
-Spotkałam dziś w sklepie,twojego ojca rzekła Becky .Powiedziałam ,jak pomagasz Stuartowi i że powinien być z ciebie dumny .
-I co on na to ?
-Powiedział 'jestem z niego dumny i to bardzo '.
-Naprawdę tak powiedział ?Nataniel spojrzał na matkę swojego kolegi z lekkim niedowierzaniem. Przecież jestem taki sam jak on ,to nie jest żaden szczególny powód do dumy ,trzeba pomagać tym ,którzy tej pomocy potrzebują.
-Jaki ojciec ,taki syn rzekła Becky Wilson z promiennym uśmiechem .


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 9:18, 28 Lip 2013, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:01, 28 Lip 2013    Temat postu:

Ciepło, rodzinnie i optymistycznie. Chłopcy jednak się zaprzyjaźnili. To dobrze.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:32, 08 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

To jest wasz nowy kolega ,Tommy Grady ,nauczycielka przedstawiła w klasie nowego ucznia.
Twarz i ruchy czarnoskórego Toma ,nieodparcie kojarzyły się z czymś małpim. Miał duże usta i białe zęby. Natarczywe spojrzenia młodzieży z Wirginia City nie wyprowadziły go z równowagi.
Grady przyzwyczaił się do swojej wyjątkowej brzydoty.
-Usiądź i weź się za rachunki powiedziała Lisa Carson.
Szkoła w Wirginia City była jednoklasowa ,wszystkie dzieci starsze i młodsze uczyły się razem. Drewniane ławki były usytuowane rzędami. Tam znajdowały się tabliczki do pisania ,kałamarz.
Pani Lisa siedziała przy biurku ,gdzie miała ustawiony mały zielony dzwoneczek ,którym zaczynała i kończyła każdą lekcję ,kredę do pisania ,kilka książek oraz długą linijkę ,która służyła do zaprowadzania dyscypliny. Była surowa ,ale starała się być sprawiedliwa.
Zawsze była ubrana w białą ,wykrochmaloną bluzkę i długą czarną spódnicę. Tommy zobaczył pierwsze wolne siedzenie a ,Steward Parker w tej chwili położył tam swoją tabliczkę do pisania.
-Nie widzisz matole ,że zajęte ?
-Przepraszam powiedział Tommy.
-Możesz usiąść koło mnie usłyszał Tommy nagle czyiś głos. Chłopak miał długie ciemne włosy i był opalony jak Indianin. Tommy później się dowiedział ,że to Nataniel Cartwrigt ,którego dziadek Ben to właściciel największego rancza w okolicy.

Podczas pauzy dzieci wychodziły bawić się na dwór ,by zjeść drugie śniadanie które przynosiły do szkoły w małych koszykach.
W koszyku Tomy miał kanapki z kotletem.
-Twoja mama musi być dobrą kucharką orzekł Nataniel.
-Jest świetna. Ale czasem ,za bardzo się o mnie boi ,pewnie dlatego ,że jestem jedynakiem.
-Ja mam dużą rodzinę i chwilami mam ich serdecznie dosyć stwierdził Nataniel z uśmiechem. Nie mogę zrobić kroku bo zaraz tata ,dziadek ,wujek Joe i Hoss mają coś do powiedzenia. Nie mówiąc o młodszym rodzeństwie ,kuzynach ,Susan.
-Kim jest Susan ?spytał Tommy z ciekawością.
-To żona mojego ojca. Jest lekarzem.
-Kobieta może być lekarzem ?zdziwił się Tommy. Wydawało mi się ,że.
-Białe kobiety nie leczą ?odgadł Nataniel. Kiedyś uratowała życie wodza Czejenów ,Białego Kruka. Nazwał ją Szamanką. U Czejenów wiele kobiet zajmuje się leczeniem. Moja mama też leczyła. Komancze tylko dlatego jej nie zabili ,że znała się na ziołach.
Nataniel umilkł a na jego twarzy pojawił się smutek ,jak zawsze gdy przypominał sobie matkę.
Tomy taktownie nie zadawał żadnych pytań. Siedzieli przez chwilę w ciszy.
-Dlaczego przeprowadziliście się do Wirginia City ? spytał Nataniel.
-Podobno ,kopalnia srebra w Wirginia City szuka górników rzekł Tommy. Tata nie boi się ciężkiej pracy ,jest duży i silny ,wszyscy go zawsze nazywali Dużym Samem.
-Nie może być większy ,niż mój wujek Hoss. Hoss jest największym człowiekiem na ziemi.
-Założę się ,że mój tata jest większy i silniejszy rzekł Tony.
-Nie widziałeś Hossa odparł Nataniel.
-A ty mojego ojca stwierdził Tommy.
W tej chwili pani Lisa wyszła z dzwonkiem i zrozumieli ,że przerwa dobiegła końca.
-Spójrzcie tylko Steward Parker zwrócił się do swoich kolegów Maksa Nelsona i Orsona Burta. Wielki Cartwrigt pogardza nami ,zadziera nosa a od naszego towarzystwa woli tą czarną małpę.

Był to upalny dzień ,żar lał się z nieba.
Sam Grady postanowił napić się piwa w saloonie. Nie wiedział jak powie Marty ,że nie dostał tej pracy w kopalni .
Nawet z nim nie rozmawiali ,tylko spojrzeli na niego i powiedzieli ,że ta oferta jest nieaktualna .
-Piwo poproszę zwrócił się do barmana ,myjącego szklankę.
-Nie obsługujemy kolorowych stwierdził barman. Po za tym piwo już się skończyło .
Sam zobaczył ,że goście przy stolikach piją piwo.
-Gdzie mógłbym się napić ?
-Widziałeś koryto przed saloonem. Tam jest sporo wody rzekł Gary Nelson .Uleczy twoje pragnienie .
-To jest woda dla koni rzekł Sam.
-Ten czarnuch ma rację rzekł Patrick Ford. Lepiej by jej nie pił ,bo nasze konie się jeszcze pochorują.
Rozległy się śmiechy ale po chwili Patrick dostał mocno w gębę i upadł na podłogę.
-Za co Hossie Cartwrigt ?
-Przeproś tego pana rzekł Hoss surowo.
-Ani mi się śni.
Hoss wziął Patricka mocno i zawlókł przed saloon,gdzie wrzucił do koryta z zimną wodą.
Odwrócił się i spojrzał w oczy Murzyna ,który był tego samego wzrostu i postury jak on.
-Tak należy postępować z obwiesiami rzekł Hoss.
Gary chciał uciec ,ale Sam zagrodził mu drogę.
-Ta woda uleczy twoje pragnienie powiedział chwytając mocno Garego i wrzucając do koryta.
Zgromadzone towarzystwo nie mogła wyjść ze zdumienia.

-Czemu nauczycielka kazała mi przyjść do szkoły ? Adam patrzył przenikliwie na syna. Znowu się z kimś pobiłeś.
-Tak odparł Nataniel patrząc mu w oczy. Dokuczali Toniemu ,nazywali go małpą. Jest silny i by sobie z nimi poradził ,ale nie chciałem by przez tych głupków wyrzucili go ze szkoły już pierwszego dnia.
-To wyrzucą was obu stwierdził Adam.
-Zawsze trzeba robić to co się uważa za słuszne ,niezależnie od tego jaką cenę można za to zapłacić rzekł Nataniel Cartwrigt. Sam mi to mówiłeś wiele razy . A Tommiego nie lubią ,tylko dlatego ,że jest czarny rozumiesz ?
Adam długo milczał ,jakby zastanawiał się nad jakoś sprawą.
-Ludzie często boją się tego czego nie znają zaczął powoli. Lęk i nieufność ,powoduję agresję i uprzedzenia.
- Biblia mówi ,żeby kochać każdego bliźniego,nie wspomina nic o rasie ani kolorze skóry rzekł Nataniel . Mieszkańcy Wirginia City co tydzień chodzą do kościoła i słyszą tą naukę, a jakoś nie biorą tego do serca.
Adam uśmiechnął się ,bo musiał przyznać synowi rację. Dobrze wiedział ,że ci co dumnie siedzą w pierwszym rzędach ,mężowi swoich żon ,praworządni obywatele ,zdradzają swoje kobiety z dziewczynami z saloonu.
Wtedy gdy ich żony idą na spotkanie kółka szycia ,ci szlachetni ,wzorowi ojcowie i mężowie udają się na zabawy do burdelu ,ale w niedzielę tych dziewczyn nie poznają albo spoglądają na nie z pogardą.
-Nie każdy jest tak otwarty na innych jak ty. Mam nadzieję ,że się nie zmienisz.
-Nie zmienię się powiedział Nataniel stanowczo. Jestem Cartwrigtem, a to nazwisko zobowiązuje.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Czw 11:35, 08 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:44, 08 Sie 2013    Temat postu:

Nataniel ma nowego kolegę. To chyba będzie trudna przyjaźń. Niewielu Murzynów było w Nevadzie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 9:43, 09 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Sam Grady był niedźwiedziowatym ,potężnym Murzynem o łagodnej i sympatycznej twarzy. Zdawał sobie sprawę ,że ma bardzo mocne ręce i dlatego starł się tej swojej siły nie nadużywać.
Przez wiele lat był ekonomem na plantacji ryżu u niejakiego pana butlera. Była to największa plantacja ryżu w Południowej Karolinie.
Gdy wojna się skończyła i stał się człowiekiem wolnym ,zaczął podróżować i imał się różnych prac.
Jego żona Marty znakomicie gotowała ,piekła pyszne ciasta ,była wesołą ,energiczną kobietą o stalowej woli. Gdy coś postanowiła ,nie było mowy by te decyzję zmieniła.
Marty była Mulatką.


Joe ,robił zakupy a Nataniel i Tommy czekali na niego na ulicy.
Zobaczyli młodą kobietę ,ładną ,wysoką o rudych włosach ,których odcień nie był naturalny ,o sukni zbyt jaskrawej jak na ulicę ,twarzy na której nałożony był sztuczny róż.
-Zgubiliście się ? Dwóch takich ładnych ,miłych chłopców. Może byście wpadli do mnie ?
Joe wyszedł ze zakupami.
-Nataniel i Tommy posądźcie to na wóz powiedział wręczając im dwa worki ,jeden był z kartoflami ,drugi z cebulą.
-Bella zwrócił się do dziewczyny z naganną to jeszcze dzieci ,nie zaczepiaj ich .
Bella zrobiła słodką ,zawstydzoną minkę i zamrugała rzęsami .
-Josefie Cartwrigt ,muszę jakoś zarobić na chleb. Ale może masz rację ,pierwszą dziewczynkę trzeba mieć z miłości.
Chłopcy załadowali worki na wóz i słuchali tej wymiany zdań a w oczach Tommego ,pojawił się niezdrowy błysk ciekawości. Nataniel jak z ulgą Joe zauważył ,myślał widocznie o innych sprawach ,jak przystało prawdziwemu dżentelmenowi. To by dopiero było ,gdyby wrócił do domu i zaczął zadawać pytania,a Adam by się dowiedział jak nieodpowiednią Joe jest przyzwoitką .
Bella położyła recę na ramionach Joe i spojrzała głęboko w jego brozowę oczy .
-Twoja żona jest nadal taka zazdrosna o ciebie ? Bo gdybyś.
-Wujku musimy już wracać Nataniel wybawił Joe z kłopotu.

-Kim była ta dziewczyna ?spytał Tommy Nataniela ,następnego dnia gdy udali się na ryby.
-Bella Winford odparł Nataniel niedbale. To znana w mieście 'taka '.
-Naprawdę ? Tommy nigdy wcześniej nie widział kobiety złego prowadzenia i teraz ,żałował ,że nie przyjrzał jej się uważniej.
Z każdym dniem chłopców, łączyła coraz mocniejsza przyjaźń.
Obaj uwielbiali konie ,Nataniel nauczył kolegę jak się poluje się na niedźwiedzie i garbuje im skóry . Tommy umiał pięknie rysować i prawie zawsze coś szkicował.
-Dlaczego rodzice cię nie wyślą do szkoły plastycznej ?
-Nie przyjmą mnie do takiej szkoły odparł Tommy zrezygnowanym tonem. Żadnego czarnego nie przyjmą.
-Wszyscy jesteśmy obywatelami tego kraju rzekł Nataniel.
-To tylko głupi frazes stwierdził Tommy ze złością . Prawa mają tylko tacy ludzi jak wy Cartwrigtowie. Jesteście biali ,bogaci i macie na własność swoją Ponderosę. A czarni ,Indianie i kobiety tych praw nie posiadają.
Nataniel milczał ,zastanawiając się nad jakoś sprawą. W jego głowie zaczął się tworzyć pewien plan.
-Pojedziesz do tej szkoły i zostaniesz sławnym malarzem rzekł z typowym dla siebie zdecydowaniem. Udowodnię ci ,że to jest możliwe bo ,liczy się talent a nie kolor skóry.
-Trele morele odparł Tommy przedrzeźniając przyjaciela. Kolor skóry się nie liczy. A tatę nikt nie chce tu zatrudnić. Wszyscy myślą stereotypami i tyle.
Nataniel uśmiechnął się przebiegłe.
-Znam kogoś ,kto nie myśli stereotypami i zawsze chętnie pomoże pomoże każdemu ,kto to jej pomocy potrzebuje.

Kowboje pracujący u Bena Cartwrigta ,przeżyli tego popołudnia niemały szok.
Ben przyjechał ale nie sam ,towarzyszył mu postawny Murzyn.
-To Sam Grady.Będzie waszym nowym nadzorcą.
-Dziękuje za zaufanie panie Cartwrigt rzekł Sam. To dużo dla mnie znaczy i postaram się pana nie zawieść.
Ben uśmiechnął się swoim ,łagodnym ,wyrozumiałym uśmiechem.
-Niech pan podziękuje Natanielowi. On i mój syn Adam bardzo forsowali pana kandydaturę.

Jessie Garner nie mógł ukryć irytacji.
Był to wysoki ,szczupły mężczyzna w średnim wieku ,brunet z lekką już przerzedzoną fryzurą.
Pracował na ranczu od wielu lat ,był najstarszym z kowbojów zatrudnionych w Ponderosie i uważał się za nadzorcę ,nawet jeśli oficjalnie takiego tytułu nie miał.
A tymczasem teraz miał wykonać polecenia kogoś zupełnie obcego w dodatku Murzyna ?
Było to nie do pomyślenia.
Mógł oczywiście na znak protestu rzucić pracę ,ale nigdzie nie było tak dobrych warunków finansowych jak u Bena i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Musiał obmyślić w jaki sposób pozbyć się Gradego i zająć jego miejsce.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Pią 9:58, 09 Sie 2013, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 12:10, 09 Sie 2013    Temat postu:

Dobre, choć rodzina raczej łatwego życia w Nevadzie pewnie nie będzie miała. Tam raczej ludzie nie byli przyzwyczajeni do Murzynów. Może nie było takich uprzedzeń jak na Południu, ale ... ludzie zawsze nieufnie odnoszą się do nieznanego ... człowieka również. No i ten Garner, chyba coś knuje ...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 18:24, 10 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Upał tego lata dawał się wszystkim mocno we znaki. Deszcz nie padał od wielu dni ,powietrze były gorące i ciężkie a susza powodowała wiele strat ,nawet w Ponderosie.
Wszyscy byli rozdrażnieni gorącem, a gdy rozum śpi ,budzą się demony ,które sieją najgorsze zło.
Sam zobaczył ,że dwóch kowbojów ma przy sobie dwie buteleczki whisky.
Był to Fred Gibson i Born Swanson.
- Skąd to macie ?
-Kupiliśmy w sklepie a co ?odparł Born .
-Nie wolno pić w czasie pracy. Jesteście zwolnieni ,obaj.
-Ty nas zwalniasz ,czarnuchu Fred z trudem trzymał się na nogach. Uderz mnie ,co boisz się ?
Fred był o głowę niszy od Sama i dużo szczuplejszy.
Od dawna robił wszystko by wyprowadzić Gradego z równowagi,a po alkocholu ,który dodował animuszu wydawało mu się że może go pokonać .
Do akcji prowokowania ,nowego nadzorcy zachęcał Freda Garner.
Sam wiedział o tym i dlatego starał się nie zwracać na te głupie zaczepki uwagi.

-Nie uderzę cię ,bo mógłbym ci zrobić krzywdę odpowiedział Sam Grady spokojnym tonem .
Dobrze wiesz ,że pan Cartwrigt i jego synowie nie pozwalają pić alkoholu kowbojom w czasie pracy.
Fred trzymał w rękę butelkę whisky i wylał to co tam zostało na koszulę Sama.
- I co teraz powiesz ? spytał. Nadzorco piłeś w czasie pracy ,cuchniesz whisky. Jesteś zły.
-Nie będę się z tobą bił rzekł Sam .
-Jesteś tchórzem , głupią wielką małpą z Afryki. A twoja żona to zwyczajna dziwka .
-Co mówiłeś o mojej żonie ?Sam chwycił go mocno za kołnierz koszuli.
-Że jest dziwką jak każda ,która jest mieszańcem.
Czarne ręce Sama spoczęły na szyi Freda ,po chwili opadł on mocno na ziemię.
-Nie żyje rzekł Garner. Ty morderco.
Nadzorca Ponderosy , stał oszołomiony nie wierząc w to się stało.
Wsiadł na konia i odjechał.

-Zabił człowieka i uciekł Ben pokręcił głową. A ja go uczyniłem nadzorcą.
-Trzeba się dowiedzieć co się tak naprawdę stało rzekł Adam po chwili. Trochę już znam Sama i wiem ,że jest raczej łagodny i nie wpada w złość bez powodu.
-Sugerujesz ,że Garner kłamie ?
-Tego nie powiedziałem odparł Adam po chwili zastanowienia. Ale nie powiedział nam całej prawdy. Pojadę i porozmawiam z innymi kowbojami co tak naprawdę się dzisiaj wydarzyło.

-Przyjechał pan bo chce byśmy ruszyli za nim w pościg ?spytał Garner. Jesteśmy gotowi by do dorwać i powiesić. Zabił przecież naszego kolegę.
-Od jego złapania jest szeryf a od wydania wyroków sąd stwierdził Adam z typowym dla siebie spokojem ,choć w jego oku zapaliła się niebezpieczna iskierka. Ja chciałabym się dowiedzieć co się stało .
-Już opowiadałem ,że Grady udusił Freda. Wpadł w szał zupełnie bez powodu rzekł Garner. Dlaczego mi pan nie wierzy ?
-Może dlatego ,że nie mówi pan prawdy stwierdził Adam Cartwrigt.
Garner nigdy nie lubił tego elegancika ,który we wszystko się wtrącał ,popisywał się swoją wiedzą wyniesioną z książek i ze studiów i dawał odczuć ,że jest wielkim Adamem Cartwrigtem ,inżynierem,panem Ponderosy ,a nie zwyczajnym ,nieobytym pastuchem.
W dodatku miał wielki wpływ na swojego ojcu ,który radził się go w wielu sprawach.
-Fred był pijany i prowokował Grada rzekł Stan Miller. Był młody chłopak ,który miał jeszcze mleko pod wąsem ,szczupły ,niewysoki, rudowłosy.
-Niech pan go nie słucha Garner rzucił w stronę Stana pogardliwe spojrzenie. Upał mu zaszkodził ,nie wie co mówi.
Adam zignorował tę uwagę i zwrócił się w stronę Stana.
-Gdy mój ojciec przyjmował was do pracy ,był postawiony warunek ,że nie wolno pić wam alkoholu.
-Tak ale Fred i Born nie mogli już wytrzymać ,tak ich suszyło. Grady powiedział ,że ich zwalnia a Fred chciał z nim bić. Powiedział coś brzydkiego na temat żony Sama.
-Co powiedział ?
Stan oblał się rumieńcem.
-Nie używam takiego słownictwa w stosunku do kobiet i o kobietach ,nawet jeśli ta kobieta jest Murzynką.
Adam spojrzał teraz na Garnera.
-Trochę ta wersja zdarzeń się różni się od pańskiej. Ani słowem nie wspomniał pan o tym ,że Fred i Born byli pijani i że Fred ubliżał żonie Sama.
-Wydawało mi się to bez znaczenia odparł Garner.
-A ja myślę że specjalnie pan to zataił. I nie myśl Garner ,że zostaniesz nadzorcą bo nie zostaniesz.
-O ile wiem ta decyzja spoczywa w ręku pańskiego ojca ,a nie pana odparł Garner z godnością.

Marty zdziwiła się ,otwierając drzwi i widząc roztrzęsionego Sama .
-Dlaczego nie jesteś w pracy ?
-Zabiłem człowieka powiedział ,patrząc na nią jakby jej nie widział. Nie chciałem ale powiedział coś takiego ,czego nie mogłem znieść i nim się spostrzegłem udusiłem go. Dlaczego Bóg mnie pokarał i dał mi takie silne ręce?
-Co teraz spytała Marty z rozpaczą. Powieszą cię ?
-Nie wiem Sam pokręcił głową. Chyba powinnyśmy uciec tak daleko ,gdzie nas nie znajdą.
-To nie jest dobry pomysł proszę pana ,Grady usłyszał czyiś głos i dopiero teraz zauważył ,że Nataniel Cartwrigt siedział w kuchni i słyszał całą rozmowę.
Gdy pan ucieknie ,ludzie ,którzy pana źle oceniali ,będą triumfować i mówić ,że od początku mieli rację. Trzeba stanąć przed sądem i dowieść ,że to było zabójstwo w afekcie.
-Dziecko czy ty w ogóle wiesz o czym mówisz ? Marty załamała ręce. Nikogo nie będzie obchodzić prawda ,powieszą go dlatego ,że go nie lubią bo jest inny.
-Szeryf i moja rodzina zadbają by miał pan uczciwy proces powiedział Nataniel.
-Naprawdę wierzysz ,że uczciwy proces jest możliwy spytał Tommy ,patrząc na swego kolegę.
-Tak rzekł Nataniel z pełnym przekonaniem.
Tommy spoglądał na niego ,to na swoich rodziców .
Nie wiedział czy chce znowu wyjeżdżać,w Nevadzie mu się podobało.
Sam westchnął ciężko ,przytulił żonę mocno do siebie.
-Może to nie jest odpowiedni moment ,ale bardzo cię kocham Marty.
-Tych słów nigdy za wiele odpowiedziała Marty z czułym uśmiechem.
-Nataniel ma rację rzekł Sam Grady. Nie będę uciekał jak zwierzę i nie mogę skazywać swoją rodzinę na życie w wiecznym strachu. Za bardzo was kocham. Pójdę do szeryfa i powiem co się wydarzyło.
Spojrzał jeszcze raz na tego szczupłego ,wysokiego chłopca ubranego w kurtkę z indiańskimi frędzlami .
-Na pewno masz zaledwie piętnaście lat ?

Trzeba coś zrobić rzekł Garner do pozostałych kowbojów. Nie możemy pozwolić by ten Murzyn uniknął kary.
-O jego winie zdecyduje sąd a nie ty rzekł Stan Miler. Siedzi w arescie ,bo poszedł do szeryfa i powiedział o wszystkim co się wydarzyło.
Garner prychnął i spojrzał na młodzieńca z pogardą.
-Ty słabo znałeś Franka ale wy ? Był waszym kolegą a wy zamiast coś robić ,siedzicie z założonymi rękami.
-A co mamy robić ?spytał Jessie Blumem. Był przystojnym blondynem o niebieskich ,marzących oczach i uśmiechu jak milion dolarów .
-Iść do szeryfa i powiedzieć by oddał nam tego mordercę. Weźcie liny i powiesimy go .
-To jest chore Garner odparł Jessie. Nie mamy prawa tego robić .
-Frank był twoim przyjacielem prawda ? Jego żona ,została sama z malutkim dzieckiem ,ale ciebie to nic nie obchodzi.
-Nie jestem Bogiem odparł Jessie by decydować, kto może umrzeć a kto nie.
Garner zaśmiał się ironicznie.
-Boisz się zachować jak prawdziwy mężczyzna i podpaść Adamowi Cartwrigtowi stwierdził patrząc wyzywająco na Jessego.
-Niczego się nie boje odparł Jessie. Nie muszę jednak udowadniać swojej męskości w taki sposób .
Garner zwrócił się teraz do pozostałych kowbojów.
-Jesse i ten młody to mięczaki stwierdził autorytarnie. Nasz kolega został zabity ale Adam Cartwrigt ,przyjaciel kolorowych postara się pewnie by uniknął zasłużonej kary . Jeśli niczego nie zrobimy to ujdzie mu to bezkarnie. I tacy jak ten Murzyn niedługo będą nami rządzić i brać się za białe kobiety.
Czy chcecie by nasze miasto tak wyglądało ?


Zdenerwowany Jessie ,wpadł do Ponderosy . Ben ,Joe ,Hoss i Adam spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
-Musicie ich powstrzymać. Kowboje jadą do miasta ,chcą powiesić Gradego. Garner naopowiadał im bzdur i pojechali wszyscy ,oprócz mnie ,Stana i Mela.

Przed aresztem stał tłum wzburzonych mieszkańców.
Oprócz kowbojów zatrudnionych w Ponderosie ,byli górnicy z kopalni srebra oraz pijacy ,którzy właśnie wyszli z saloonu.
Wszyscy byli podnieceni i zaoferowani jak to zwykle w tłumie ,gdy ludzie tracą zdolność logicznego myślenia i swoją indywidualność.
-Oddaj nam go szeryfie wołano ze wszystkich stron.
Ben wysunął się naprzód i spojrzał w oczy Garnera .
-Nie będzie żadnego wieszania. . A wy macie wracać do pracy.
-Nie wrócimy do pracy powiedział Garner ,zanim go nie powiesimy.
-To najpierw będziesz musiał powiesić mnie odparł Ben Cartwrigt.
Nastała straszna cisza. Garner spojrzał na linę ,którą miał w ręku a potem w łagodne ,sprawiedliwe ,oczy Bena Cartwrigta.
-Ale przecież pan umilkł zawstydzony.
-Tak rzekł Ben ,dałem ci pracę wiele lat temu ,nikt w ciebie nie wierzył ,bo siedziałeś w więzieniu ale jednak dostałeś szansę na życie. Dlaczego ty nie dajesz jemu tej szansy?
W tej chwili rozległ olbrzymi grzmot i ulewny deszcz spadł z nieba.
-Wracajcie do domu rzekł szeryf do mieszkanców miasteczka.
-A wy do pracy powiedział Ben surowo ,patrząc na zatrudnionych u siebie kowbojów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 9:01, 11 Sie 2013, w całości zmieniany 17 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lidka
Szeryf z Wirginia City



Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 668
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 19:29, 10 Sie 2013    Temat postu:

skąd ten grzmot? co to ma być? kolejne wołanie o opamiętanie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 21032
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:18, 10 Sie 2013    Temat postu:

Robi się dramatycznie. Mam nadzieję, że ludzie się uspokoją. Deszcz po upale jednak działa orzeźwiająco. No i interwencja Bena ...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 13863
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Ponderosy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 17:42, 16 Sie 2013    Temat postu: Bonanza -próby literackie

Proces Chada Allana budził w Wirginia City wiele emocji.
Chłopaka uważano za samo zło ,nie miał rodziny ,pił ,wdawał się w bójki ,dokonywał licznych kradzieży .
Wszyscy współczuli Jimowi Morisowi,którego syn Liaz został zastrzelony. Ława przysięgłych miała zdecydować o losie Chada.
-Kończmy to szybko bo jest gorąco a ja chce iść do domu rzekł Ezechiel Wayne ,przewodniczący ławy przysięgłych. Był postawnym ,przystojnym ,mężczyzną o orlim nosie ,wysokim czole i grubych wargach.
Powiódł wzrokiem po zebranych i napotkał na spojrzenie 19 letniego Nataniela Cartwrighta . W tym młodym człowieku była jakaś hardość czy wzgardliwa duma ,która z niego promieniowała.
Wzrok jak błysk szpady i taki krzywy ,uśmieszek.
-Masz jakiś problem synu ?spytał Ezechiel .
-Nie jestem pańskim synem odparł Nataniel a problem jest. Bo nie wierzę w jego winę.
-Chłopcze wiem ,że zależy ci na tym by proces trwał jak najdłużej ,bo za każdy dzień bycia ławnikiem dostajesz cztery dolary ale nie będziemy tu siedzieć cały tydzień i marnować czas na jałowe dyskusje.
-Życie człowieka jest dla pana jałową dyskusją i stratą czasu ?
-Nie o to mi chodziło odparł Ezechiel ale wszyscy myślimy to samo.
-Nie ma przekonujących dowodów jego winy rzekł Nataniel.
-Czy zeznania Elzy cię nie przekonują ?spytał George Best ,wysoki chudzielec z wąsem ubrany w kraciastą ,farmerską koszulę.
-Nie powiedział Nataniel z typową dla siebie stanowczością.
-Sugerujesz ,że Elza kłamie ?zdziwił George.
-Tego nie powiedziałem odparł Nataniel. Ale był późny wieczór ,było ciemno ,mogła się pomylić. Po za tym Chad nie miał powodu zabijać Liaza.
-Zabił go by ukraść dwadzieścia tysięcy dolarów rzekł Christopher Okonell.
-Szeryf nie znalazł przy nim żadnych pieniędzy przypomniał Nataniel. Po za tym ryzykowałabyś życie dla takiej sumy ?
-Bardzo mnie dziwi ,że go bronisz stwierdził Gary Mill. Zabił przecież brata twojej dziewczyny.
-Elza nie jest moją dziewczyną i on go nie zabił.
-Skąd wiesz ?
-Wiem odparł Nataniel. On jest niewinny.

Przysięgli wyszli z sali obrad i udali się na świeże powietrze.
Był to wyjątkowo upalny ,dzień.
Ławnicy mieli zakaz rozmawiać z osobami postronnymi o procesie ale dziwnym trafem wieści szybko się po mieście rozchodzą.
Pod gmachem sądu stała Elza Morris.
Wyglądała ślicznie w białej muślinowej sukience i kapeluszu ,przystrojonym różyczkami. W ręku trzymała niebieską parasolkę.
Była wysoką ,szczupłą dziewczyną o brzoskwiniowej cerze ,ciemnobrązowych oczach i włosach tego samego koloru .
Miała mały zgrabny nosek i usteczka ,czerwone jak krew ,które wyglądały tak jakby prosiły o pocałunek.
-Bardzo się na tobie zawiodłam powiedziała ze wzburzeniem patrząc na Nataniela z niechęcią. Znam cię od dawna i nie spodziewałam się tego po tobie.
-Przykro mi odparł Nataniel ale nie mogłem postąpić inaczej.
Podszedł do ojca i Susan.
-Wy też myślicie ,że źle robię ?
-Nie będę cię do niczego namawiał odparł Adam . Sam w swoim sumieniu musisz rozważyć jaką decyzję masz podjąć .
-Wszyscy myślą to samo rzekł Nataniel. Już go skazali ,za samą reputację.
-To nie ważne co oni myślą powiedziała Susan patrząc w oczy swojego pasierba. Ważne jest co ty myślisz i bez względu na to jaką decyzję podejmiesz ,my będziemy po twojej stronie .

Chad Allan gapił się w sufit ,leżąc na więziennej pryczy.
Był czarnowłosym ,szczupłym młodzieńcem o zimnych oczach i cynicznym uśmieszku.
-Masz kolacja ,przyniosłem ci z hotelu powiedział szeryf.
-Nie będę jeść tego paskudztwa powiedział Chad .
-Wolisz umrzeć z głodu ?
-Już ci nobliwi obywatele zdecydowali o mojej śmierci ? Kiedy to nastąpi ? Jutro o brzasku ?
-Jeden z przysięgłych cię broni. Nataniel Cartwright.
-Nieźle zarobi przedłużając proces odparł Chad z ironią. Tak jak wszyscy już mnie skazał ,ale uważa się za lepszego od innych i nie przyzna tego na głos.
Szeryf pokręcił głową i w tej chwili usłyszał pukanie do drzwi.
Otworzył i zobaczył Nataniela.
-Chciałem porozmawiać z Chadem ,mogę ?
Nataniel wszedł do aresztu i przez chwilę patrzył na Chada w milczeniu.
-Co się tak na mnie gapisz ? Jestem małpą w cyrku ,którą przyszedłeś podziwiać ?
-Zastanawiam się czy naprawdę jesteś taki jak mówią.
-Oczywiście ,że taki jestem odparł Chad ze złością. Zły ,zdemoralizowany ,pozbawiony zasad moralnych ,złodziej i morderca ,który przynosi tylko wstyd i sieję zgorszenie w tak porządnej mieścinie jak Wirginia City. A wsadzili mnie do więzienia tylko dlatego ,że nie miałem alibi na czwartek.
-A co robiłeś w czwartek?
-To moja prywatna sprawa i tobie nic do tego.
-Chcę ci pomóc.
-A ja nie chce twojej pomocy. Możesz się wypchać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza forum / Fanfiction / Opowiadania Zoriny Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 1 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin