Forum www.bonanza.pl Strona Główna www.bonanza.pl
miłośnicy serialu Bonanza
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Druga szansa
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza forum / Fanfiction / Opowiadania Zoriny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 18:55, 07 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

-Twój ojciec nie jest zły ,że siedzisz tutaj a nie pomagasz na ranczu spytała Tina Adama pewnego wieczoru.
-Jakoś sobie poradzą ze mnie odparł. Teraz ty i Billy jesteście dla mnie najważniejsi.
Objął ją mocno ramieniem i czuła ,że ogarnia ją spokój i harmonia.
Po chwili usłyszeli nadjeżdzający powóz.
Doktor Martin pomógł wysiąść z bryczki młodej kobiecie.
Była to rudowłosa ,osóbka o spiczastym nosie i dużych ,zielonych kocich oczach.
Miała delikatne usta o zbyt krótkiej ,górnej wardze.
Podbródek świadczył o upórze ,mimo emanującej z niej słodyczy.
Była ubrana w zieloną muślinową suknie z bufiastymi rękawami.
Nosiła duży słomkowy kapelusz ,obszyty granatową wstążką.
-To Linda Moris przedstawił ją doktor Martin. Jest pielegniarką i zgodziła się rehabilitować Billego.
-A to Tina Hazard ,a to Adam Cartwrigt.

-Mogłabym zobaczyć Billego ?

Młoda pięlęgniarka weszła do pokoju chłopca.
Miała uśmiech jak promień słońca ,ciepły ,delikatny i pełen uroku.
-Witaj kawalerze powiedziała miłym dźwiecznym głosikiem. Bedę z tobą ćwiczyć codziennie o ile mi pozwolisz.
Chłopiec milczał ,obserwując ją przez chwilę a w końcu uśmiechnął się z aprobatą.
-Dobrze ,lubię panią. Jest pani prawie tak ładna jak mama bo mama jest najładniejsza.
-Oczywiście ,że twoja mama jest najładniejsza odrzekła Linda z pełną powagą.

Kilka tygodni póżniej.

John Haris otworzył drzwi ,słysząc pukanie.
W progu stał jakiś nieznany mu ,młody człowiek.
-Dzień dobry powiedział mężczyzna.
Miał głos osoby wykształconej i bywalej w świecie.
Był przystojnym brunetem o piwnych oczach ,śniadej cerze ,z małym wąsikiem.
-Czego spytał John Haris.
John był zwyczajnym ,ciężko pracującym farmerem. Jego twarz była ogorzała słońcem a ręcę zniszczone ciężką ,znojną pracą.
-Szukam panny Lindy Haris.
-To moja córka ,czego pan od niej chce ?
-Byłem jej pacjentem i przyjechałem podziękować za opiękę. Jest w domu ?
-Nie ,pojechała do pracy. Opiękuje się takim jednym chłopczykiem.

-Billy udało ci się ,zrobiłeś pierwszy krok.
Jego nogi wciąż były słabe i niepewne ,po chwili musiał znowu usiąść na fotelu inwalidzkim.
W promieniach zachodzącego słońca ujrzała Linda jeźdzca.
Serce jej zabiło mocno z radości.
Tak jak w bajkach i romansach które kiedyś czytała ,że zakochany w pięknej pielegniarce pacjent odnajduję ją ,wyznaje miłośc ,żyją długo i szcześliwie.
Zsiadł z konia.
Linda stała jak manekin i wpatrywała się niego cięlecym wzrokiem ,nie mogąc wykrzustusić słowa.
-Kim pan jest spytała Tina.
-To jest Will Cartwrigt ,mój kuzyn powiedział Adam z typowym dla siebie spokojem. Mąż Laury.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Pią 10:40, 12 Lip 2013, w całości zmieniany 13 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:01, 07 Lip 2013    Temat postu:

No i się porobiło. Co teraz nastąpi? Laura chce z powrotem Adama a ma Willa, Will chce tę pielęgniarkę, ale czy ona zechce żonatego Willa? Co dalej?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:46, 08 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

-Czy mógłbym panią zaprosić na spacer pani Lindo ?
-Panie Willu nie wypada ,żebym przebywała sama w towarzystwie żonatego mężczyzny.
Linda była w różowej perkalowej sukience ,białym szalem przykryła gołe ramiona.
Nie wyglądała dobrze ,osobom rudym nie jest dobrze w różowym ,była blada ,ratowały ją jedynie cudowne oczy które w świetle księżyca przypominały dwa zielone szmaragdy.
W czasie gdy Will był jej pacjentem w szpitalu ,przeprowadzili dużo rozmów ,oboje przepadali za poezją angielską.
Podziwiała jego żywą inteligencję ,był mistrzem szachownicy ,kiedyś wygrał nawet pojedynek z doktorem Gibsonem.
Romans z żonatym mężczyzną był sprzeczny z jej zasadami moralnymi ,małżeństwo było dla niej czymś świetym.
-Jutro wyjeżdzam ,chciałem się tylko pożegnać powiedział .
-Życzę panu dużo szcześcia na każdy dzień powiedziała drzącym głosem.
-Ja pani również odparł chwytając i całując jej dłoń.
Było coś szczególnego w jego tonie ,nie umiała tego określić.

Ben wszedł do pokoju Adama.
Syn wiązał muszkę przed lustrem.
Ben oczywiście cieszył ,że rodzina się powiekszy ,była to naturalna kolej rzeczy ale równocześnie odczuwał pewien smutek ,że jakiś etap dobiegł końca.
Jego syn się wyprowadzi ,będzie miał swoją żonę i w Ponderosie nie będzie już tak kiedyś.
Adam pewnie tego nie odczuwa ,że pozwoli zbliża się starość i szukanie odpowiedzi na pytanie ,co takiego się w życiu dokonało.
Ben wychował trzech wspaniałych synow ,którzy byli jego radością i dumą ,szcześciem.
Albo tylko połową szcześcia bo czy w życiu istnieje coś takiego jak idealne ,pełne szczeście ?
-Tak tato spytał Adam patrząc na ojca. Masz taką minę jakbyś chciał mi dać lanie.
-Chciałem z tobą porozmawiać na temat kobiet.
-O pszczółkach i kwiatkach ? Tato ja wiem ,skąd się biorą dzieci.
Ben uśmiechnął się i nic już nie odrzekł.

Tina miała na sobie czarną ,jedwabną suknie i biały welon.
Założyła na szyję perełki które kupił jej Billy ,nigdy nie zniszczyła złudzeń chłopca ,że kupione za dziesięc dolarow nie są dziełem sztuki ,tylko kiepskim fałsyfikatem.

-Starszy bracie spytał Joe na pewno chcesz to zrobić ?
-Tak odparł Adam chcę.
-Nie wiesz co czynisz stwierdził Joe uśmiechając się swym promienym ,łobuzerskim uśmiechem.

Linda złapała wianek panny młodej.
Zobaczyła Willa ,zdzwiła się ,że przyjechał sam bez Laury.
-Możemy porozmawiać ?
Skinęła głową.
-Urzędnik który udzielał mnie i Laurze ślubu okazał się oszustem i trafił do więzienia . Nasz ślub jest nieważny.
-I przyjechał pan by mi to powiedzieć ?
-Nie mogłem o pani zapomnieć.Gdyby dała mi pani szansę to.
-To mógł być początek pięknej przyjaźni rzekła dziewczyna z uśmiechem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Pon 14:58, 08 Lip 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 14:02, 08 Lip 2013    Temat postu:

I wszystko dobrze się skończyłoo. Tylko co z Laurą? Czy nie będzie próbowała "namieszać"? I Ben usiłujący porozmawiać z Adamem przed ślubem? Bardzo zabawny Smile Chyba nie chciał udzielać mu wskazówek Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 13:21, 10 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

Felicity Marr była uroczą blondynką o niebieskich oczach i długich falujących ,kręconych włosach.
Ubrana była w bładobłękitną ,jedwabną sukienkę w motylki a na głowie miała duży kapelusz ,przystrojony fioletowymi astrami.
Pracowała jako dzienikarka w gazecie w Wirginia City i zamierzała udowodnić ,że w tym mieście dzieją się ciekawe rzeczy ,nie tylko same śluby i pogrzeby.
Był upalny ,słoneczny dzień. Jezioro migotało diamentowym pyłem ,ciekawe czy pamiętało czasy gdy tańczyły tu mityczne nimfy ?
Felicity siedziała na wełnianym ,niebieskim kocyku i wzięła do ręki książkę ale nie mogła się skupić bo Josef Cartwrigt pocałował ją w szyję.
-Wstydź się ofuknęła go surowo.
-Czego mam się wstydzić ?
-Poskarżę się tacie ,że nie zachowujesz się jak dżentelmen.
-Twój tata prędko nie wróci ,Hoss pokazuje mu Ponderosę.
-Żeby zwiedzić Ponderosę trzeba całego lata a nie tylko kilku godzin rzekła dziewczyna.
-Mogłaś pojechać z nimi a nie chciałaś zauważył Joe.
-Nie jestem tego typu dziewczyną jak sądzisz. Nie interesują mnie flirty.
-Mnie również odparł Joe.Tylko stały związek.
-Prosisz mnię o rękę ?
-Tak.
Dziewczyna długo milczała aż w końcu spojrzała mu w oczy i tam znalazł odpowiedź jakiej szukał.
Całowali się długo gdy nagle usłyszeli za plecami chrząkniecie i zobaczyli Hossa i ojca Felicity.
Aleksader Mar miał dosyć surowo minę.
Był wysoki ,postawny,przypominał trochę orła.
Jego żona zmarła przy narodzinach Felicity ,całą miłośc i uwagę skoncetrował na jedynaczce.
Był dumny z jej urody ,inteligencji ,zachęcał ją zawsze do tego by samodzielnie myślała a nie opierała się na zdaniu innych.
Między nim a córką istniała głebsza wieź ,niż zwykle między rodzicami a dziećmi ,widać było że lubią swoje towarzystwo i dobrze się rozumieją.
-Co to ma znaczyć ?
-Joe prosił mnię o rękę.
-Jesteś za młoda by wychodzić za mąż rzekł Aleksader Mar.
-Mama była dwa lata młodsza ode mnie gdy wyszła za ciebie.
-Twoja matka nie była tak płocha jak ty.
-Tato.
Alek westchnął ,zwracając się w stronę Joe.
-Takie to jest niebezpieczeństwo gdy ma się córkę. Pewnego dnia przyjdzie ,powie tato kocham go i stary ojciec nie ma nic do gadania.
-Tak tato przytaknęła Felicity kocham go i nie masz nic do gadania.
-Joe będziesz się nią opiekował ?
-Bedę.
-Masz opinie bawidamka ale wierzę ,że mówisz prawdę i jej nie skrzywdzisz.

-Jadę do pana Stalkera powiedziała Felicity. On podobno trzyma w domu dzikiego wilka.
-Nie powinnaś jechać sama rzekł Joe. Po za tym dziś jest zabawa w Ponderosie z okazji ogłoszenia naszych zaręczyn.
-Zdążę na tą impręzę rzekła dziewczyna. Musze napisać ten artykuł rozumiesz ?
-Bardzo cię kocham powiedział Joe.
-Wiem odparła Felicity wsiadając na konia. Jej błękitna sukienka ,powiewała na wietrze.
Świetnie jeździła konno i miałą dobrą rekę do koni.

Stalker był starym pijaczyną a jego dom przypominał chlew.
Pełno brudu ,kurzu ,ciemności i zapachu taniej whisky.
Zapukała do drzwi ale nie było ,żadnej odpowiedzi.
Felicity zeszła po schodach i nagle zobaczyła wielkiego ,czarnego psa.
Po chwili zrozumiała ,że to nie pies ,tylko ten wilk.
W świetle księżyca ukazały się jego wielkie zęby i ślina spływająca mu z ust.
Dziewczyna poczuła nagle wielki strach i postanowiła uciec.

Leżała na łóżku ,wstrząsana gorączką i potem.
Została pogryziona przez wilka.
Z jej ust wydobał się nieartykułowany bęłkot.
-To twoja wina rzekł Aleksader Mar w stronę Joe. Miałeś się nią opiekować.

Ben ,Hoss i Adam czekali na wyjście z pokoju doktora Martina i jego diagnozę.
-To wścieklizna orzekł doktor Martin. Nic się nie da zrobić ,to tylko kwestia kilku godzin.

Deszcz padał a więlkie ciężkie chmury zasłoniły niebo.
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz powiedział kapłan a jego głos nie dochodził do świadomości Joe Cartwrigta.
Jego dziewczynę chowali w ziemi ,w trumnie a on nie mógł w to uwierzyć.
To nie mogła być prawda.

-Możemy mu jakoś pomóc tato ?spytał Hoss.
Ben pokręcił przecząco głową.
-Złamane serce to nie ręka ani noga synu. Goi się dużo dłużej.
Znalazł swojego najmłodszego syna przy grobie Felicity.
Od jej pogrzebu minął miesiąc ,Joe przychodził tu codziennie ,nie jadł ,nie spał ,nie śmiał się.
Ben chciałby jego ból wziąść na siebie ,oddałaby duszę diabłu ,żeby jego dzieci były szcześliwe.
Po twarzy Joe spływały łzy.
-Wracamy do Ponderosy synu.
-Po co ? Nic już nie ma sensu.
-Myślisz ,że nie wiem co czujesz ? Straciłem trzy kobiety ,które kochałem ,matkę Adama ,Hossa i twoją matkę. Ale żałoba nie może stać się więzieniem na całe życie. Ona by nie chciała byś się tak zadręczał ,tylko żył normalnie.
Objął mocno syna.
Po chwili obaj wyszli z cmetarza ,wsiedli na konie i udali się w stronę Ponderosy.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Śro 14:01, 10 Lip 2013, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:10, 10 Lip 2013    Temat postu:

Bardzo smutne. Szkoda Joe, ma jednak chłopak pecha. I ten wściekły wilk. Wtedy nie było lekarstwa na tę chorobę. Szkoda dziewczyny.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:02, 11 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

Cały dzień w domu panowało zamieszanie.
Billy zastanawiał czy mama umrze ,bo matki innych chłopczyków umierały przecież przy porodach.
Myśl ,że mamę by wynieśli w wielkim czarnym karawanie była nie do zniesienia.
-Masz siostrzyczkę powiedział Adam. Chcesz ją zobaczyć. Jest śliczna.
Noworodek przypominał Billemu ,brzydką ,rozdeptaną żabę.
Nie interesowały go dziewczynki ,wszystkie jakie znał były głupie i przypominały mu indyczki.
Zastanawiał się jakim sposobem póżniej zmieniają się jednak w wartościowe osoby ,takie jak mama ,ciotka Jane czy pani Linda.
Czuł się strasznie nieszcześliwy i samotny.
Nikomu już nie był potrzebny ,wszyscy byli zajęci tym nowym dzieckiem.
Chłopiec siedział na schodach i myślał ,że gdyby był starszy to by wsiadł na konia i odjechał w stronę zachodzącego słońca.
Byłby wolny ,nie musiał by chodzić do szkoły ,chodzić wcześnie spać i słuchać gderania mamy ,że musi się umyć i nie może zapomnieć o wieczornym pacierzu.
-Czemu tak tu siedzisz sam ?
Chłopiec westchnął a Adam usiadł obok niego.
-Nie wolałabyś mieć syna zamiast córki ?spytał chłopiec po krótkiej chwili milczenia.
-Nie odparł Adam ,przecież mam już syna.
-Naprawdę ?zdziwił się chłopiec. Gdzie on jest ,twój syn ?
-Ty jesteś moim synem.
Przytulił chłopca mocno do siebie.
Uśmiech opromienił twarz Billego.
Czasem nie trzeba zbyt wiele by uszcześliwić dziecko.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:14, 11 Lip 2013    Temat postu:

Dobre, ciepłe i rodzinne. Adam umie rozmawiać z dziećmi. Fajny ten chłopczyk Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:03, 13 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

Hoss i Marty Jones znali się już długo.
Miłośc nie zawsze zaczyna od uderzenia pioruna ,czasem nadchodzi powoli , ,od przyjaźni ,drobnych gestów ,spokoju i poczucia bezpieczeństwa.
Marty była wysoka ,tęgawa,miała kasztanowe włosy ,które spinała zawsze w gruby warkocz.
Miała okrąłą buzię ,przypominającą półksiężyc.
Dobrze gotowała i piękła pyszne ciasta ,jej wypieki i przetwory co roku wygrywały konkurs w Wirginia City.
Mieszkała z ojcem i dwiema młodszymi siostrami na małej farmie którą nazywano Domem pod Bluszczem.
W gospodarstwie tym były piękne owce i małe jabkowite źrebaczki.
-Oświadczyłeś się wreszcie ?spytał Joe starszego brata pewnego wieczoru.
Hoss pokręcił przecząco głową.
Nieśmiałośc to straszne kalectwo ,które nie pozwala człowiekowi zrobić kroku do przodu.
Hoss nie bał się walczyć z bykiem ani nawet dzikim niedźwiedziem ,ale stanięcie przed kobietą ,opowiedzenie o swych uczuciach ,narażenie się nad odmowę ,a może nawet śmieszność było ponad jego siły.
-Jak tak dalej pójdzie rzekł Ben ze zniecierpliwieniem to ja się jej oświadcze.
-Tato odparł Hoss uśmiechając się lekko ,chyba by cię nie chciała ,jesteś trochę dla niej za stary.
-Jestem w sile wieku odparł ojciec a po za tym oświadczyłbym się w twoim imieniu.
-Sam to zrobię rzekł Hoss.

Następnego dnia udał się do Marty ubrany w swój najlepszy garnitur i białą koszulę. Trzymał w ręku bukiet żonkili.
Przez całą drogę poprawiał tekst ,który miał wygłosić,mamrotając go pod nosem.
-Marty czy nie zechciałabyś ,nie to głupio brzmi ,czy mogłabyś.
-Zechciałabym usłyszał jakiś głos z tyłu. Byłeś tak zajęty oświadczaniem mi się ,że nie zauważyłeś ,że idę za tobą stwierdziła Marty z uśmiechem.
Hoss zarumienił się ,a dziewczyna pocałowała go w policzek.
Ubrana była w prostą ,brozową sukienkę, bez ozdób ,falbanek i bufek.
Często nosiła spodnie bo pracując na gospodarstwie ceniła ,sobie przede wszystkim wygodę.
Cechował ją zdrowy rozsądek ,poczucie humoru i dziecęca wrecz prostolinijność.
-Kocham cię Hoss powiedziała.
Ucałował ją gorąco i dziewczyna poczuła się bardzo szcześliwa.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Sob 10:47, 13 Lip 2013, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:26, 13 Lip 2013    Temat postu:

Faktycznie, miała niesamowite poczucie humoru i inteligencję. "Załatwiła" Hossa ... no i te jej pyszne ciasta? Przypuszczam, że i one się wydatnie przyczyniły do wzrostu uczuć Hossa Wink
Co dalej?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:22, 13 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

Szkoła w Wirginia City była niskim ,drewnianym bydyneczkiem.
Dzieci siedziały tam w jednorzędowych ławkach ,gdzie miały ustawione tabliczki do pisania i kałamarz.
Na ścianie wisiała wielka mapa USA ,obok tablicy gdzie znajdowała się biała kreda do pisania i gąbka do ścieranie. Na biurku nauczycielki leżała Biblia i kilka książek.
Rok szkolny zaczynał się zawsze od zaśpiewania hymnu państwowego a potem najstarszy z uczniów odprawiał Modlitwę Pańską.
Nauczycielka panna Ginger Bovier była by bardzo ładna ,gdyby na jej twarzy pojawiał się czasem uśmiech a głos miał więcej ciepła.
Mówiła powoli ,mało ,zamazując samogłoski z lekim francuskim akcentem bo podobno jej przodkowie stamtąd przybyli.
Była wysoka ,smukła jak brzoza ,miała jasne włosy ,cerę białą jak śnieg i oczy niebieskie jak niezapominajki.
Ubrana była zawsze w białą wykrachmoloną bluzkę i długą czarną spódnicę ,często zaciskała usta ,które przypominały wtedy dwa małe czerwone kreseczki.
-Billy czemu źle napisałeś klasówkę z trygometrii ? Uzasadnij to.
-Bo nic nie umiałem odparł Billy.
Bo klasie rozległy się śmiechy ,które natychmiast umiłkły bo panna Ginger zastukuła liniką o biurko.
-Cisza wrzasnęła. Choć tutaj.Daj mi rękę. Zostajesz ukrany za swoje lenistwo i nieuctwo.

-Mogę nie iśc dzisiaj do szkoły ?
Tina dotknęła czoła synka.
-Nie masz gorączki,powinien iść.
-Ale ja nie chce upierał się chłopiec.
W tej chwili rozległ się rozdrażniony ,głodny płacz niemowlęcia i Tina musiała zając się małą Kate.

-Masz jakieś kłopoty w szkole ?spytał się Adam.
Billy milczał a w tym momencie Adam zauważył na jego prawej recę ślady po uderzeniach.

Ginger Bovier zamykała szkołę gdy zobaczyła ,że Adam Cartwrigt zsiada z konia i zbliża się w jej stronę.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.
-Billy opowiedział mi co się wczoraj wydarzyło. Źle pani postąpiła.
-W szkolę powinna panować dyscyplina odparła Ginger.
-Dzieci nie wolno bić.
-Parę rózek jeszcze nikomu nie zaskodziło rzekła Ginger z przekonaniem.
-Porozmawiam o tym z Radą Szkoły.
-Adam Cartwrigt jak zwykle uważa ,że pozjadał wszystkie rozumy i każdy kto myśli inaczej jest jego wrogiem. Proszę ,niech pan to zgłosi gdzie chce ,ja swojego zdania nie zmienię.

Frank Nelson ,nowy dyrektor szkoły był narzeczonym Ginger.
Był to przystojny mężczyzna o łagodnym i melancholijnym spojrzeniu.
Blondyn o niebieskich oczach jak niebo nad Wirginia City i olśniewających białych zębach.
Znajdowali się w jego domu ,w bawialni gdzie siedziałi razem na starej niewygodnej kanapie.
-To prawda co mówił Cartwrigt ?spytał ostrożnie gdy kobieta przytuliła się do niego.
-Musimy o nim rozmawiać ?
-Tak ,chcę znać prawdę.
-Łobuziak zasłużył na karę i tyle powiedziała Ginger. Adam Cartwrigt niepotrzebnie zrobił z tego aferę.
-To szanowana rodzina i na twoim miejscu bym się z nimi liczył rzekł Frank.
-Mam prawo mieć inne zdanie niż Adam.
-Oczywiście ,że tak ale.
Frank nie wiedział co ma myśleć o tej sprawie.
Ginger była ideałem kobiety jaką szukał ,piękna ,wykształcona ,inteligetna. Marzył o wspólnym domu i dzieciach.
-Czy nasze dzieci też byś biła ? spytał.
-Co to za pytanie ? Po za tym nie wypada rozmawiać o nienarodzonych dzieciach odpowiedziała Ginger.

Zebranie Rady Szkoły jak zwykle było burzliwe.
Trudno się było przebić przez gwar podnieconych ,głosów.
-Mnie ojciec codziennie bił paskiem i wyrosłem na porządnego człowieka rzekł Daniel Cooper.
-Jak nauczycielka nie będzie miała rózgi dzieci wejdą jej na głowę zawtórował mu Emil Estabano.
-Cartwrigt zachowuje się tak jakby to była jego szkoła dodała Doroty Palmer. Może jeszczę będzie chciał mówić pastorowi jak ma prowadzić kościół ?
-Mówiłem ,że nauczycielem powinien być mężczyzna rzekł Horacy Oktawiusz. Z babami tylko same kłopoty.
-Jakie ma pan argumenty panie Cartwrigt przeciwko panie Bovier ?spytał Frank Nelson.
-Hoss ,Joe przyprowadźcie je.
Po chwili do sali weszło kilkanaście dzieci.
-To są moje argumenty powiedział Adam. Emilly Lester ,Will Frazer ,Timoty Burton ,Jack Kennedy ,Gary Brooken ,Mateusz Culbert,Abigall Starrr,Dan Martin ,Ezekiel King ,Kitty Mar,Sara Stanley.
Wszystkie te dzieci pani pobiła.
-Zasłużyły na to rzekła Ginger z zapalczywością. Są leniwymi nieukami.
-To mogły być również wasze dzieci Adam zwrócił się w stronę szkolnej rady.
Nastąpiła straszna cisza. Ginger zobaczyła na wszystkich zgromadzonych twarzach potępienie dla niej.
Zwróciła się w stronę Franka a on nie patrzył na nią.

-Rada Szkoły jest za tym by panią zwolnić ale dyrektor wstrzymał się od głosu rzekła Doroty Palmer.
-Frank młoda nauczycielka rozpaczliwię spojrzała w stronę narzeczonego ,powiedz coś ,stań w mojej obronie ,proszę cię.
-Panno Bovier jest pani zwolniona odparł Frank Nelson ,nie poznając własnego głosu.

Następnego dnia Ginger przyszła do szkoły zabrać swoje rzeczy.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich Frank.
Spojrzała na niego z wyrzutem.
-Dlaczego to zrobiłeś ? Tak się boisz Cartwrigtów ?
-Nie chodzi o Adama ,tylko o ciebie. Nie masz racji.
-Że nie pozwalam bahorom wchodzić sobie na głowę.
-Dzieciom należy stawiać granicę ,ale nie wolno ich krzywdzić.
-Nie jesteś taki jak myślałam. Wiesz ,że wyjadę i znajdę pracę w każdej szkołe.
-Dam ci takie referencję ,żebyś nie znalazła.
-Żałuje ,że cie znałam powiedziała Ginger.
-Ja też żałuje odparł Frank. A z drugiej strony się cieszę ,że dzięki Adamowi nie popełniłem dużo gorszego błedu i nie ożeniłem się z tobą.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 8:38, 14 Lip 2013, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:11, 14 Lip 2013    Temat postu:

Dobre. W Dr Quinn też była chyba nauczycielka, która zbyt często używała rózgi ... a swoją drogą Adam był zbulwersowany przemocą, ale sam przetrzepał siedzenie Margaricie, kiedy była nieznośna a i Benowi też zdarzylo się stracić cierpliwość przy dziewczynie wychowanej wśród Indian. Synom też zdaje się parę razy przyłożył w siedzenie Wink Ale generalnie to oni byli przeciwnikami przemocy ... chyba, że ...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:04, 14 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

To o czym piszesz ,to taka niespójność scenariusza ,chociaż to trzepanie kobiet po tyłku miało bardziej akcent komediowy.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 11:19, 14 Lip 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ewelina
Bonanzowe forum to mój dom



Dołączył: 03 Cze 2012
Posty: 23197
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:10, 14 Lip 2013    Temat postu:

Pewnie, że tak Wink Przecież byli dżentelmenami! Jeśli już jakąś kobietę sprali po siedzeniu, to po to, aby rozbawić fanów. Li i jedynie. A swoją drogą, to te, którym to się przytrafiło jednak na to zasłużyły. Były nieznośne. Co ciekawe ta "kuracja" podziałała i wraz z ustną perswazją zmieniła je w ... no, prawie anioły Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
zorina13
Administrator



Dołączył: 18 Sty 2012
Posty: 16206
Przeczytał: 4 tematy

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z San Eskobar
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:48, 14 Lip 2013    Temat postu: Druga szansa

Pauletta Moriss pracowała w skepie swej matki w Carson City.
Pod drewnianym daszkiem kowboje przywiązywali swoje konie i muły.
Skep ten nie różnił się specjalnie niczym innym od innych skepów w małych miasteczkach na Dzikim Zachodzie.
Na środku stał pękaty piec ,tuż obok na kontuarze ustawiony był wielki słój z kuszącymi cukierkami.
Można tu było kupić prawie wszystko ,nici krawieckie ,husteczki do nosa ,naboje do pistoletu ,siodła ,pługi i uprzeżę.
Paulette była prześliczną ,filigranową dziewczyną której długie ciemne włosy wiły się jak węże.
Tego dnia miała na sobię jasnobężową sukienkę z lnu z koronkowym kołmierzem, a na głowie śmieszny kapelusik ,płaski jak naleśnik.
Joe Cartwrigt przyjechał na swym koniu ,który przypominał dziewczynę szachownicę.
-Witaj słońce ty moje.
-Nie bedę z tobą rozmawiać ,po tym jak zaprosiłeś na zabawę Elle MacPerling.
-Kochanie wiesz ,że tylko na tobie mi zależy powiedział Joe obejmując dziewczynę mocno ramieniem i całując prosto w usta.
Wyrwała się z jego ramion i spoliczkowała trzy razy.
-Myślałam ,że jesteś dżentelmenem rzekła ze złością.
-Nie lubisz się całować ? Wszystkie dziewczyny to lubią.
-Ja nie jestem taka jak inne i chce być traktowana z szacunkiem rzekła Paulette.
-Przepraszam rzekł Joe robiąc skruszoną minę niewiniątka.
Wbrew samej sobie dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
-Czy ma pan zamiar coś kupić czy tylko zawracać głowę mojej córcę ? z zaplecza wyszła matka Paulette.
Była to kobieta o bladej twarzy i wąskich zaciśnietych wargach.
Miała lekko garbaty nos i ciemne włosy zawsze staranie ułożonę w siateczkę.
Była w niej jakaś oschłośc i duma ,nie zachęcająca do zawierania bliszych kontaktów.
-Przyjechałem kupić różane mydło.
-Mamy tylko zwykle mydło odparła Margaret Morris.
-Szkoda bo Hoss tak lubi róże rzekł Joe.
Po jego wyjściu dziewczyna spojrzała z wyrzutem na matkę.
-Dlaczego ty go tak traktujesz ?
-Mężczyzni dzielą się na dwa gatunki ,tych co chcą się żenić i takich jak on.
W tej chwili zadźwieczał dzwonek nad zielonymi drzwiami.
Wszedł nowy klijent. Margaret Moris znieruchomiała i nie mogła wydobyć słowa.
Mężczyzna miał na sobię stare ,brudne ubranie.
Dawno się nie strzygł ani nie golił.
Coś w spojrzeniu jego oczu wydała się Paulette znajome ,ale nie umiała określić skąd go zna.
-Dzień dobry powiedziała z uprzejmym uśmiechem na ustach. W czym mogę panu pomóc ?
-Urosłaś powiedział przybysz. Ale nic dziwnego ,kiedy ostatnio się widzieliśmy miałaś pięc lat.
-Przepraszam czy my się znamy ?
-Jestem twoim ojcem.
-To chyba jakaś pomyłka ,mój ojciec nie żyje.
-Mogłem się tego spodziewać powiedział mężczyzna zwracając się w stronę Margaret. Nie powiedziałaś jej prawdy. Nikt nie powinien wiedzieć ,że mąż siedzi w kryminale.
-Mamo Paulette zwróciła się do matki powiedz ,temu łazęcę ,że coś mu się pomyliło. Mój ojciec został zabity przez Pajutów ,mamo.
Spojrzała w twarz matki i w jednej chwili wszystko zrozumiała.
Wybiegła ze skepu ,tak jak stała.

-Powinaś wybaczyć matce Ben Cartwright podał dziewczynie filiżankę ,parującej herbaty ,która miała ukoić jej nerwy.
-Jak ona mogła mi to zrobić panie Cartwrigt ? Całe życie mnie okłamywała.
-Kłamstwo jest złe ale twoja mama pewnie chciała cię chronić. Kocha cię i nie chciała byś cierpiała.
Dziewczyna spojrzała badawczo na Bena Cartwrigta.
Był przystojnym ,barczystym ,siwowłosym ,mężczyzną o łagodnej twarzy.
Zawsze zazdrościła Joe ,że ma takiego wspaniałego ojca ,kogoś kto jest taki dobry i silny zarazem ,na kim można polegać w każdej sytuacji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zorina13 dnia Nie 18:25, 14 Lip 2013, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.bonanza.pl Strona Główna -> Bonanza forum / Fanfiction / Opowiadania Zoriny Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 2 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin